DOC Etna to na dobrą sprawę jedyna sycylijska apelacja gdzie wpływ siedliska łatwo daje się wyczuć w winie. W pozostałych apelacjach, a jest ich bez liku, bo aż 24, bez porównania większą rolę w procesie powstawania wina należy przypisać winiarzowi niż miejscu. Z mnożeniem apelacji dochodzi zresztą do takich absurdów, że miejsca, które choć jeszcze NIE produkują wina już mają status DOC ( pewnie tak na zachętę ). Etna szczęśliw
wtorek, 24 sierpnia 2010
Rippidu Etna Rosso DOC Filippo Grasso 2007
DOC Etna to na dobrą sprawę jedyna sycylijska apelacja gdzie wpływ siedliska łatwo daje się wyczuć w winie. W pozostałych apelacjach, a jest ich bez liku, bo aż 24, bez porównania większą rolę w procesie powstawania wina należy przypisać winiarzowi niż miejscu. Z mnożeniem apelacji dochodzi zresztą do takich absurdów, że miejsca, które choć jeszcze NIE produkują wina już mają status DOC ( pewnie tak na zachętę ). Etna szczęśliw
Etykiety:
nerello mantellato,
nerello mascalese,
sycylia,
Włochy,
Wyśmienite
niedziela, 22 sierpnia 2010
Angheli Donnafugata 2007
Zgrzeszyłbym mówiąc, że wino mi nie smakowało i musiałem się do niego zmuszać, ale... Mam wrażenie, że zrobiono je jedynie po to by udowodnić Rollandowską tezę, że dobre wino można zrobić wszędzie. Otóż to, to jest dla mnie największy zarzut wobec Angheli. Nie widząc etykiety nie jesteśmy w stanie powiedzieć gdzie powstało. Nie mam tu na myśli regionu, czy kraju, nawet co do kontynentu można dać się nabrać. Bardziej niż pochodzenie geograficzne liczy się tu ręka winemakera. Ręka, trzeba uczciwie
Etykiety:
merlot,
nero d'Avola,
smaczne,
sycylia,
Włochy
środa, 11 sierpnia 2010
Ciro Antonio Malena i Ciro Caparra & Sicilliani

FATALNE, kilka Euro
Zamiast wina spróbujcie w Kalabrii miejscowych lodów i przede wszystkim obłędnie smacznej granity ze śmietaną.
niedziela, 8 sierpnia 2010
Primitivo di Salento Il Vecchio Casato 2009
MIERNE -, 1 EuroApulia bardziej niż z winem kojarzy się ze śmiesznymi domkami Trulli przypominającymi chatki Smurfów. Tymczasem, co zaskakuje, jest to jeden z regionów produkujących najwięcej wina w Italii. Słowem kluczowym jest tu rzeczywiście "produkcja". Choć coraz więcej winiarzy z Apulii zwraca baczniejszą uwagę na jakość swoich win, to jednak zdecydowana większość trunków jest robiona pod kieszeń Tubylców, a nie japońskich turystów. W ilościach wręcz przemysłowych taniutkie wina trafiają później na dolne półki włoskich hipermarketów. Z zupełnie niezrozumiałych dla mnie powodów część klientów podczas zakupów decyduje się na wybór soku pomarańczowego za 1,30 Euro gdy dwie
środa, 4 sierpnia 2010
Wytrawny przekręt
Dawno minęły już czasy gdy na plaży czytałem ambitnie W poszukiwaniu straconego czasu. Teraz nie wyróżniam się i sięgam po coś zdecydowanie lżejszego. Tym razem padło na Wytrawny przekręt. Tematyka winiarska, objętość mała, wszystko w sam raz. Nie oczekiwałem od tej książki wywołania nadmiernych emocji, miała być zwykłym wakacyjnym wypełniaczem czasu. Niestety nie sprawdziła się nawet w tej niezbyt wymagającej roli. Kryminałem tego nazwać nie można skoro był tylko jeden podejrzany. Przewodnikiem po bordoskich winnicach tym bardziej ( zero opisów). Nawet nie bardzo to się nadaje jako szkic scenariusza filmowego. Po prostu lipa i chała. Sam jestem sobie winien, w końcu w tytule jest słowo przekręt...
A skoro już zrobiłem sobie z blogu Empik, to dorzucę jeszcze małą prywatę. Moja koleżanka - Ania Jackowska napisała książkę będącą opisem Jej motocyklowej podróży do Syrii i Jordanii. Pozycja ta przełamuje sporo stereotypów o tych odległych krajach, daje mnóstwo informacji z pierwszej ręki nie zawsze dostępnych w przewodnikach. Poza tym jest napisana tak, że aż zazdrość mnie zżera. Dodatkowym smaczkiem są nawiązania do pracy w korporacji. Gdybym to ja był autorem dałbym tytuł Wyjeżdżając motocyklem z korporacji. Polecam nie tylko motocyklistom.
P.S. Ostatnio na blogu była woda, potem długie nic, teraz książki. Proszę się nie obawiać, nie jestem zaszyty i wkrótce pojawią się normalne posty.
Etykiety:
książka
czwartek, 8 lipca 2010
Cisowianka Perlage z winem
Druga część zabawy, czyli łączenie wody z winem, była niestety z definicji skazana na porażkę. Uważam niezmiennie, że jeśli wino/whisky/koniak miałoby być z czymś łączone, to robiono by to już na etapie produkcji. OK, sam robię czasem wyjątki, ale tyczy się to tylko naprawdę cienkich win. Spokojnie można wtedy dodać do białego wina kostek lodu, plaster cytryny i sączyć w ten sposób maskując niedoskonałości wina. Przy winach, których nie trzeba ze wstydu topić w wodzie proceder taki mija się, moim zdaniem, z celem.
I w tym przypadku okazało się podobnie. Z połączenia przyzwoitego wina i świetnej wody wyszło jakieś niewiadomoco. Zdecydowanie odradzam taką zabawę, szkoda i wina i wody. Aczkolwiek ciekawym pomysłem mogłoby być stworzenie wody o smaku wina. Zostawiam ten pomysł do namysłu producentom. Skoro robi się wody truskawkowe, cytrynowe, to czemu nie zrobić na przykład orzeźwiającej Cisowianki Sauvignon Blanc? :-)
Reasumując uważam Cisowiankę Perlage za wodę przepyszną, dodatkowo w zupełnie dostępnej cenie. Oby tylko po otrzymaniu wysokich ocen producentowi nie odbiła woda sodowa do głowy i niech nawet nie myśli o podwyżkach.
niedziela, 4 lipca 2010
Pinot Gris Vieilles Vignes 2007 Domaine Zind-Humbrecht
Wina od Zind-Humbrechta to była największa frajda na nudnawym Festiwalu Win Alzackich. Spotkanie było tak pozbawione emocji, że zmyłem się wyjątkowo szybko. Zdążyłem załapać się na prelekcję, którą wygłosił Thierry Fritsch - enolog z Alzacji. Rzucił kilka liczb, pożonglował procentami i opowiedział, że generalnie Alzacja nadaje się do wszystkiego i można ją popijać codziennie. Sam kocham wina alzackie jak niewiele innych; za ich rozpoznawalność, świetne łączenie się z pewnymi potrawami, niezłą relację cena/jakość. Tyle, że jak mnie już najdzie na Alzację i wypiję kilka butelek z rzędu, to potem
muszę przez miesiąc odpoczywać. Nie mógłbym ich pić tak często jak chcą tego alzaccy winiarze. No chyba, że wszystkie byłyby takimi perełkami jak Pinot Gris Zind-Humbrechta. Nic dziwnego, że zostało uznane przez Magazyn Wino Białym Winem Roku 2009. Naprawdę wyjątkowa pychotka, warte każdej wydanej na nią złotówki. Pachnie pieczarką, rodzynką, ziołami. Zostało w nim całe mnóstwo cukru, ale dzięki pewnej kwasowości, absolutnie nienużącego. Pełnia, głębia, barokowość. Nie ja jeden myślałem, że pochodzi z późnych zbiorów. To wręcz niewiarygodne, że zrobione je z "normalnie" dojrzałych winogron. Aż chciałoby się spróbować większych win od tego producenta.

Etykiety:
alzacja,
francja,
pinot gris,
wybitne
Subskrybuj:
Posty (Atom)