Pokazywanie postów oznaczonych etykietą toskania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą toskania. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 marca 2013

Chianti Superiore 2011 Banfi


MIERNE+
Nie ma co udawać, kupiłem to wino oczami. Lubię Damę z łasiczką ( jeszcze bardziej dzięki filmowi Machulskiego Vinci ), lubię Chianti więc szansa na sukces była. Po raz kolejny jednak okazało się, że jedynym co gwarantuje apelacja Chianti jest totalna niespodzianka. Nigdy nie wiem czy w środku będzie sikacz czy mocarz, aromat wiśni czy dżemu jagodowego. Tym razem w butelce znalazł się jakiś przegrzany owoc plus aromaty pieprzu. Gdyby ktoś powiedział, że to australijski shiraz, to pewno bym uwierzył. Wino było tak niesmaczne, że musiałem odstawić butelkę. Jednodniowy odpoczynek bardzo jej pomógł. Pieprz uleciał, wino się fajnie wygładziło, pojawił się owoc. Ale to wciąż było nudne, przemysłowe wino. Piękna kobieta z pustym wnętrzem i tyle.



Wpis dedykuję Przyjacielowi, który zna Vinciego na pamięć.

środa, 12 grudnia 2012

Chianti Classico Riserva Novecento Dievole 2007


FATALNE
Zbliżający się koniec świata sprzyja nie tylko przemyśleniom, ale również opróżnianiu piwniczki z co droższych win. Ja mitycznej piwniczki nie mam i pewnie, znając moje łakomstwo, mieć raczej nigdy nie będę. Mam jednak składzik pustych butelek czekających na recykling. Dzięki temu, że wyrzucam je po jakimś czasie, ponownie wracają do mnie wspomnienia z czasu gdy je wypijałem. Wspomnienia czasem lepsze, czasem gorsze, a czasem to po prostu trauma.
Tak było niestety w przypadku bohatera dzisiejszej notki. Długo go nie opisywałem, bo nie lubię takich negatywnych wpisów. Za to bardzo lubię importera tego wina za niegłupią selekcję i uczciwe ceny. W sumie to z założenia domyślałem się, że z tym winem nie będzie dobrze. Wypaśna etykieta, jakaś pieczęć na butli i ciężar butelki ( niemal o połowę wyższy od normalnego ) sugerowały, że ma się ona spodobać od pierwszego wejrzenia. Chyba zwłaszcza nowobogackim, niezależnie czy w Rosji czy gdziekolwiek indziej. Zupełnie jak opisywane tu kiedyś wino z blaszką. Tak jak to Chianti wygląda tak samo smakuje. Pierwszy łyczek kładzie na łopatki koncentracją i ciężarem winem. Aż się człowiek przygląda czy to jeszcze wino czy już Nalewka Babuni. Potem jest tylko gorzej. Smak zmielonego drewna zmieszanego z likierami owocowymi. Nie znaczy to jednak, że da się tu wyczuć jakąś owocowość. Jest jak w źle zrobionych konfiturach, gdzie cukier przykrywa aromaty owoców.  Ostatnio trochę narzekałem, że prezent, który otrzymałem słabo przypominał Chianti. Otóż to wino nie tylko nie przypomina Chianti, ale w sumie niczego co powinno się kojarzyć z winiarstwem na naszym kontynencie. Wygląda jak zwykły skok na kasę. Nie mam nic przeciwko temu, że winiarze zarabiają na swoich winach. Jeśli robią świetne wina, które są docenione przez Klientów, to niech im idzie ten zarobek na zdrowie. Często jednak najpierw jest biznes, a dopiero potem, jako konieczny dodatek, wino. To się czuje w kieliszku i tego pić się nie chce. Nie mam wątpliwości, że winiarze doskonale zdają sobie sprawę z tego jaki badziew potrafią wypuścić na rynek. Można, parafrazując Kazika, zadać pytanie: Jak bardzo skurwisz się żeby sprzedać swoje wino?
Jeśli za 9 dni skończy się świat, to pomyślę o Dievole Novecento i jakoś mniej będę żałował tego końca.
Jeśli jednak WIELKI KONIEC zostanie odwołany bądź przełożony, to pamiętam, że jest jeszcze mnóstwo win robionych z sercem.

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Lidl ceni cierpliwość


Teoretycznie wszyscy wiemy, że wiele czerwonych win smakuje znacznie lepiej gdy damy im czas na odetchnięcie. Czasem tego czasu wystarczy pół godziny, czasem godzina, a bywa, że nawet cały dzień to mało. W praktyce brakuje nam jednak często tej cierpliwości. Ileż to razy przekonywałem się, że ostatni kieliszek wina był o wiele lepszy od poprzednich. Warto wrócić do winiarskiego abecadła. Nie myślałem, że w roli mojego nauczyciela wystąpi Lidl. Ale po kolei. Od tej sieci sklepów otrzymałem kolejną paczkę z winami do spróbowania. O ile Chablis zjechałem w ostatnim wpisie, to czerwone wina muszę i chcę pochwalić. Saint- Emilion Grand Cru ( 35 zł ) wydało mi się ciut smaczniejsze niż pite poprzednio, wino warte swoich pieniędzy. O Barolo też już pisałem, jedyna zmiana jaka zaszła, to podwyżka o 5 złotych do "niebotycznych" 33 złotych. Taka cena też jest nie do utrzymania w dłuższej perspektywie.
Dwa nowe dla mnie wina z oferty Lidla to Rosso di Montalcino i Vacqueyras. Identycznie jak w przypadku Barolo pierwsze podejście do nich to był dramat. W winach tych nie dało się niemal nic wyczuć, ściśnięte jak tyłek zakonnicy. Godzinka natleniania nie zmieniła niemal nic, co powinno już niepokoić. Zostawiłem je bez większej nadziei na noc i wtedy chyba nadleciała Wróżka Lidluszka i podmieniła zawartość butelek. Oba wina smakowały kilka razy bardziej i wypiłem je z ogromną przyjemnością.
Rosso di Montalcino ( 44 zł ) okazało się sympatycznym, bardzo soczystym winem z wyraźnie wyczuwalnymi akcentami wiśniowymi. Ciepłe, łatwo pijalne i jak to się teraz pisze potoczyste. Co ważne rzeczywiście przypomina droższe wina z tej apelacji. Zdecydowanie warto.
Vacqueyras (30 zł ) zachował więcej powściągliwości. Zaryzykowałbym, że ociera się o pewną elegancję. Nie jest aż tak ciepłe i łatwe jak Rosso di Montalcino. Przyjemnie owocowe bez przesadnego ciała. Wydaje się, że pachnie po prostu winem. Spośród całej paczki to jest mój faworyt.

Lidl wytrwale promuje wina z najlepszych światowych apelacji od producentów bez nazwiska lub to nazwisko gdzieś skrywających. Zgadzam się ze wszystkimi piszącymi na innych blogach, że rozsądniej byłoby wyłuskiwać pyszne wina z mniej medialnych regionów. Ale skoro Lidl przyjął taką strategię, to cieszy, że swoimi wyborami trafia znacznie celniej niż Biedronka.

poniedziałek, 19 marca 2012

Rinascimento 2010

MIERNE, 53 PLN
Dobry pomysł, świetna etykieta, uczciwa cena, obrotny producent, a efekt ... zobaczcie.
Rinascimento czyli renesans to nazwa brzmiąca tak poważnie jakbyśmy mieli mówić o najdroższych Supertoskanach. Tymczasem jest to wino za skromne pięć dyszek. Jeśli dobrze rozumiem autorów wina, to chcieli oni, również przez nazwę, wskrzesić mniej znane toskańskie szczepy będące zazwyczaj tłem dla Sangiovese. Odmiany Colorino, Ciliegiolo czy Foglia Tonda służą jako kilkuprocentowe uzupełnienie win z Chianti, na "niepodległość" wybijają się rzadko, choć mi się kiedyś butelka trafiła. Właśnie tych szczepów użyto do stworzenia Rinascimento. Choć wspomniane odmiany żyją w cieniu Sangiovese, to trzeba uczciwie przyznać, że są równoprawnymi mieszkańcami Toskanii. Dlatego pomysł winiarzy, aby przesunąć je z drugiego na plan pierwszy bardzo mi się spodobał.
Za niebanalnym wyborem odmian nadąża ciekawa etykieta. Różne jej wersje przedstawiają twarze prawdziwych winemakerów. Widać, że panowie nie są modelami, ich siłą jest autentyczność. Naprawdę dobry pomysł.
Niestety na tym dobre pomysły w Rinascimento się kończą. Zawartość bardzo rozczarowuje. Wino nie ma ani rysu toskańskiego, ani włoskiego, ani nawet europejskiego. Smakuje jakby zrobił je Chilijczyk w pierwszym roku swojej działalności. Ciężkie, nudne, przesadzone, męczące. Co gorsze, mam wrażenie, że taki był zamysł winiarza. Szkoda tego zgrabnego pomysłu.

Zestaw odmian podaję za kontretykietą i stroną producenta ( proporcje nie są wyszczególnione ). Na stronach importera jest nieco inny zestaw, a różnice jak mniemam wynikają z różnych roczników.

niedziela, 18 marca 2012

Chianti Classico Montornello Bibbiano 2009

WYŚMIENITE+
Ostatnio wymieniłem kilka zdań ( na więcej nie pozwoliło moje ubóstwo językowe ) ze Szkotką. Słysząc o moim włoskim zakręceniu, miła Wyspiarka z miejsca spytała, które supertoskany lubię najbardziej. Dosyć to znamienne było. Może niepotrzebnie szukam drugiego dna, ale wydaje mi się, że niektóre z win zrobionych z przesadą, na czele z Supertoskanami i niektórymi Amarone, przyprawiają brzydką gębę winiarstwu włoskiemu. Niektórzy zachłystują się winami mającymi po 105 punktów na 100 możliwych i omijają to co jest sercem win z Italii. Nie chodzi mi tylko o ideowe wywyższanie tego co bardziej tradycyjne nad nowoczesnością. Nie mam nic przeciwko nowym pomysłom na wino, ale widzę, że więcej zwykłej rozkoszy dają mi wina nieprzekombinowane. W ramach zgłębiania korzeni wypiłem ostatnio trochę Chianti Classico.
Zupełnie wybitne okazały się wina z winnicy Bibbiano. Chianti Classico Montornello jest winem, którego analizę ( jeśli ktoś lubi w ogóle analizować wino ) można przeprowadzić dopiero przy drugiej butelce. Pierwszą się zwyczajnie wchłania. Pyszne, soczyste, pełne, a jednocześnie dość lekkie.Świetnie harmonijne, wszystko ułożone bardzo elegancko. I kropka, czyli dokładnie tyle ile od wina oczekuję.
Ostatnio mogliśmy przeczytać, że zmarł Giulio Gambelli - słynny toskański enolog przez lata doradzający między innymi winnicy Bibbiano. Wymieniłem kilka maili ( na inny temat ) z przedstawicielem winnicy składając mu przy okazji wyrazy współczucia. Winiarz odpisał, że wspominając Zmarłego otworzyli butelkę Chianti z 1981 roku, wino było wciąż rześkie i owocowe. Życzę miłośnikom Supertoskanów, aby równie pozytywne wrażenia mieli w 30 lat po kupnie swoich medialnych i bajońsko drogich win. Choć nie bardzo w to wierzę.






Artykuł ze zdjęcia obok pochodzi oczywiście z ostatniego numeru Magazynu WINO, a kogucik jest autorstwa Martynki:)

czwartek, 10 września 2009

Vin Santo del Chianti Renzo Masi 2003

WYŚMIENITE, 69 PLN

Jak Sauternes z foie gras, jak Szampan z trukawkami, tak nierozerwalny jest związek Vin Santo z cantucci. Każdy kto jadł słynne toskańskie twarde ciasteczka migdałowe wie jakiemu testowi poddają one nasze uzębienie. Powiedzieć o nich, że są twarde to zdecydowanie za mało. Można ryzykować wizytę u dentysty, a można też kupić vin santo. Tradycyjnie ciasteczka cantucci namacza się właśnie w tym cudnym słodkim winie. Więc wyjątkowo lepiej zapomnieć o kieliszku, takim jak ten na zdjęciu, i pić wino z małych szklaneczek.
Samo vin santo wywodzi się aż ze Średniowiecza, a swoją nazwę zawdzięcza nie świetości lecz pewnej pomyłce. Przebywający w XV w. w Italii biskup grecki po spróbowaniu wina miał krzyknąć, że jest to wino Xantos ( słodkie wino z Santorini ), osoby mu towarzyszące przesłyszały się i w efekcie dziś nazywamy je właśnie vin santo. Metoda produkcji również nie kojarzy nam się z nowoczesnością. Grona są suszone pod dachem, aby całkowicie wyschły. Dopiero wtedy rozpoczyna się tłoczenie soku. I jak zwykle, w takich przypadkach, po fermentacji pozostaje jeszcze bardzo duzo cukru resztkowego. Tak przygotowane wino dojrzewa 3-10 lat w pomieszczeniach narażonych na wahania temperatury. Przegrzane pomieszczenie wywołuje ponowną fermentację. W zależności od tego jak długo trwa proces uzyskuje się różne stężenie cukru, co ciekawe sporządza się również wytrawne vin santo.
Pite przeze mnie było zdecydowanie słodkie, acz orzeźwiające. Pierwsze skojarzenia to podobieństwo do miodu jabłkowego od Macieja Jarosa. Aromatom miodowo-orzechowym bardzo ładnie towarzyszyły nuty kwiatowe, zwłaszcza frezji i lipy. Oproćz tego przyjemne akcenty skórki pomarańczowej. Do tego dodajmy kolor moich ulubionych kamieni czyli ciemnego bursztynu i mamy słodkie wino ocierające się o mistrzostwo.

poniedziałek, 18 sierpnia 2008

Sangiovese di Toscana, Cecchi 2004



MIERNE + , cena 3,99 €

Właściwie to trochę głupio, że nie widziałem tego wina w Polsce. Popularne, że aż strach, jest na miejscu strasznie duży importer, a wina nie ciągnie. Może dlatego, że nie ma magicznych literek DOCG?

Dla mnie przez długi czas "wino rezerwowe". Tzn. jak nie chciałem raczyć gości czymś z Veneto ( tam mieszkałem), a na Piemont brakowało kasy zostawało poczciwe Sangiovese od Cecchi. W małych sklepikach potrafiło być niemalże jedynym czerwonym spoza Veneto. Pierwszy raz zaskoczył pozytywnie. I butelka ładna i etykieta nienajgorsza i zawartość taka jakaś inna. Pełne, sympatycznie fiołkowe w nosie i ze zdecydowanie przesadzoną śliwką. Wszystko fajnie, ale druga butelka smakowała już dużo mniej, trzecia jeszcze mniej, a kolejne to już raczej goście pili. Coś za bardzo, przyzwoity w końcu producent, zapatrzył się w Chile i wyszło takie mocno techniczne wino. Stąd ocena może się wydać zaniżona, ale w końcu z mierną jeszcze się zdaje...