Teoretycznie wszyscy wiemy, że wiele czerwonych win smakuje znacznie lepiej gdy damy im czas na odetchnięcie. Czasem tego czasu wystarczy pół godziny, czasem godzina, a bywa, że nawet cały dzień to mało. W praktyce brakuje nam jednak często tej cierpliwości. Ileż to razy przekonywałem się, że ostatni kieliszek wina był o wiele lepszy od poprzednich. Warto wrócić do winiarskiego abecadła. Nie myślałem, że w roli mojego nauczyciela wystąpi Lidl. Ale po kolei. Od tej sieci sklepów otrzymałem kolejną paczkę z winami do spróbowania. O ile
Chablis zjechałem w ostatnim wpisie, to czerwone wina muszę i chcę pochwalić.
Saint- Emilion Grand Cru ( 35 zł ) wydało mi się
ciut smaczniejsze niż pite poprzednio, wino warte swoich pieniędzy. O
Barolo też już pisałem, jedyna zmiana jaka zaszła, to podwyżka o 5 złotych do "niebotycznych" 33 złotych. Taka cena też jest nie do utrzymania w dłuższej perspektywie.
Dwa nowe dla mnie wina z oferty Lidla to
Rosso di Montalcino i
Vacqueyras. Identycznie jak w przypadku Barolo pierwsze podejście do nich to był dramat. W winach tych nie dało się niemal nic wyczuć, ściśnięte jak tyłek zakonnicy. Godzinka natleniania nie zmieniła niemal nic, co powinno już niepokoić. Zostawiłem je bez większej nadziei na noc i wtedy chyba nadleciała Wróżka Lidluszka i podmieniła zawartość butelek. Oba wina smakowały kilka razy bardziej i wypiłem je z ogromną przyjemnością.


Rosso di Montalcino ( 44 zł ) okazało się sympatycznym, bardzo soczystym winem z wyraźnie wyczuwalnymi akcentami wiśniowymi. Ciepłe, łatwo pijalne i jak to się teraz pisze potoczyste. Co ważne rzeczywiście przypomina droższe wina z tej apelacji. Zdecydowanie warto.
Vacqueyras (30 zł ) zachował więcej powściągliwości. Zaryzykowałbym, że ociera się o pewną elegancję. Nie jest aż tak ciepłe i łatwe jak Rosso di Montalcino. Przyjemnie owocowe bez przesadnego ciała. Wydaje się, że pachnie po prostu winem. Spośród całej paczki to jest mój faworyt.
Lidl wytrwale promuje wina z najlepszych światowych apelacji od producentów bez nazwiska lub to nazwisko gdzieś skrywających. Zgadzam się ze wszystkimi piszącymi na innych blogach, że rozsądniej byłoby wyłuskiwać pyszne wina z mniej medialnych regionów. Ale skoro Lidl przyjął taką strategię, to cieszy, że swoimi wyborami trafia znacznie celniej niż Biedronka.