Strzeliłem fotkę, jak widać, w ostatniej chwili. Trochę szkoda mi takiej pysznej grappy do kawy, ale to nie znaczy, że jej tak nie używam. Jak pisze producent przez pół roku "odpoczywała" w beczce dębowej. Według Ukochanej śmierdzi nieco mniej niz zwykłe :-) A dla mnie oczywiście bajka z wyraźną wanilią i zapchem ciepłego ciasta. W ustach niezwykle delikatna , wcale nie czuć tych 41%, chyba że ja już się uodporniłem...
środa, 11 marca 2009
Grappa Optima Nonino
Strzeliłem fotkę, jak widać, w ostatniej chwili. Trochę szkoda mi takiej pysznej grappy do kawy, ale to nie znaczy, że jej tak nie używam. Jak pisze producent przez pół roku "odpoczywała" w beczce dębowej. Według Ukochanej śmierdzi nieco mniej niz zwykłe :-) A dla mnie oczywiście bajka z wyraźną wanilią i zapchem ciepłego ciasta. W ustach niezwykle delikatna , wcale nie czuć tych 41%, chyba że ja już się uodporniłem...
Etykiety:
Grappa,
Inne,
Włochy,
Wyśmienite
poniedziałek, 9 marca 2009
Limoncello
Limoncello to fantastyczny likier z włoskim rodowodem. Jak na likier raczej mocny, zwykle ma około 30 %. Choć słodki, to jednak orzeźwiający. Pijemy go raczej po obiedzie, ale niekoniecznie do ciasta. W ciepłym klimacie niezastąpiony, w chłodniejszym przypomina piękniejsze chwile. Podajemy oczywiście na zimno, ale bez lodu.
Żeby napić się pysznego limoncello można :
a) kupić je w polskim sklepie i zapłacić całą harmonię pieniędzy
b) wyjechać do Włoch i kupić za grosze, ale zapłacić za wyjazd dwie harmonie pieniędzy
c) zrobić samemu.
Oczywiście polecam trzeci sposób, zresztą Italiańcy też go stosują. Do zrobienia dobrego likieru potrzebujemy :
- pół litra spirytusu
- 6 sporych cytryn
- 300 gram cukru
- pół litra wody
Obieramy cytryny bardzo delikatnie ( jest z tym trochę zabawy ) tak żeby obrać bez tego białego pod skórką. Następnie obierki kroimy w cienkie paski i zalewamy spirytusem. Potem zostawiamy na około dwa dni w ciemnym miejscu, można czasem mieszać, ale niekoniecznie. Następnie przygotowujemy syrop rozpuszczając w podgrzanej wodzie cukier. Poźniej odsączamy spirytus od skórek cytryn i łączymy z syropem. Można jeszcze zostawić wszystko na dzień żeby się "przegryzło". Takie proporcje mogą jednak sprawić, że likier będzie zbyt ostry więc śmiało można grać nieco proporcjami.
Butelka po prawej to limoncello kupne, zaś po lewej moja ręczna robota. Jak widać nie potrzeba substancji koloryzujących żeby otrzymać piękną barwę.
Etykiety:
Inne,
limoncello,
Wyśmienite
niedziela, 8 marca 2009
Miody Jarosa
Już raz się rozpisywałem o cudownościach z pasieki Macieja Jarosa. Są to napoje niebywałe z fantastyczną naturalnością. Niemniej trzeba przyznać, że próbować ich w hurcie to lekka pomyłka, nie duża, ale lekka. Wszystkie nieco się zbijają w jedno, zwłaszcza jeśli degustacja jest zbyt szybka. Ponadto piliśmy je z kubków kamionkowych efektownie podgrzewanych, co przy jednych miodach pomagało, przy innych niekoniecznie. Na przykład mój najukochańszy Dwójniak Koronny był zdecydowanie ciekawszy w temperaturze pokojowej. Zadziwiająco dobry był najtańszy Trójniak Trybunalski, ma rację Maciej Jaros ceniąc właśnie swoje trójniaki najbardziej. Tak czy inaczej w tych wspaniałych trunkach nie da się znaleźć słabej pozycji. Trójniak Trybunalski to lekkość, świeżość, Dwójniak Jabłkowy to piękne aromaty dojrzałych jabłek, lepszy byłby jednak z kostką lodu, zresztą gdy kiedyś go piłem zapamiętałem większą wytrawność, a w rzeczywistości było bardziej niż słodko. Dwójniak AM, to klasyka, nie wiem czy był dodawany, ale wyczuwało się miód gryczany. Maliniak - klasycznie owocowy miód, mocny jak diabli, szybko idzie do głowy, to chyba ostatni moment by go pić, w ciepłe dni może przesadnie rozgrzewać. I oczywiście Koronny - król i tyle. Wątpię, żeby mnie czytał, ale sugerowałbym Pasiece Jarosa spróbowanie sił przy pionierskim dziele wytwarzania polskiego wina. Jeśli by to robili z taką pasją jak miody, to bylibyśmy w czołówce światowej. I może udałoby się to połączyć w niespotykane wina wzmacniane miodem? Ech, pomarzyć ludzka rzecz.
piątek, 6 marca 2009
Grecale Moscato Sicilia
Dziś nie będzie o winie z Gabonu, ale dla odmiany o włoskim. Wino niemal idealne. Szczep Moscato budzi pozytywne skojarzenia, kolor starego złota, procent godny i ten smak... Fantastyczne zarówno dla osób pijących na codzień jak i dla tych bardziej sezonowych. Słowem mieliśmy z niego radość i z Ukochaną i z Mamą i z Ciocią. Przy okazji piękne słowa od Cioci usłyszałem " Jak to możliwe, że ja przez całe życie szczyciłam się, że nawet nie znam smaku tylu alkoholi... , ileż ja w życiu straciłam". Ciocia ma pod 70-tkę i jestem dumny, że już całkiem sporo dzięki mnie poznała :-)
Jeszcze pół słowa o Moscato. Najpierw pomyślałem, że pachnie ukwieconą łąką, ale przecież takich łąk już nie ma. Ponadto rzadko rosną na nich frezje. Przyjmijmy więc, że pachniało kwiaciarnią. Do tego jeszcze odrobina miodu i rodzynek. Świetnie zrównoważona kwasowość, nie miało częstej u słodkich tępości. Myślałem, że jego jedyną wadą jest niedostępność w Polsce. Na wszelki wypadek zaguglowałem i można je kupić w sklepie zajmującym się m. inn. sprzedażą szat liturgicznych , ale dosyć drogo, co widać w podanej na górze wpisu cenie.
środa, 4 marca 2009
Nibbio Cabernet Sauvignon
I jeszcze raz Emiglia Romagna z Blue City. Przykład na omylność sądów podczas degustacji. Pierwszy i drugi łyk wina to rewelacja. Ciepluteńkie, południowe, wręcz dobre Nero d'Avola. Dużo wiśni, porzeczki, miód. Potężna koncentracja, również barwa czarna i gęsta. Niestety z upływem czasu przestało zachwycać, a jedynie smakować. Być może dlatego, że piliśmy je normalnie jak wino do obiadu, a nie jak wino do kontemplacji, zaczęło nam się wydawać przyciężkawe, mało żwawe. Ale ogólne wrażenie więcej niz przyzwoite, a relacja cena/jakość fenomenalna.
Oglądałem butelkę z dziesięciu stron i dochodzę do wniosku, że jest to wino bezrocznikowe.
Etykiety:
Cabernet Sauvignon,
Emiglia Romagna,
smaczne,
Włochy
niedziela, 1 marca 2009
Inna degustacja :-)
Degustować, jak się okazuje, można nie tylko wino :-)
Vecchio Rovere 2005

WYŚMIENITE, OK. 40PLN
I znów za sprawą targów w Blue City udało się spróbować trochę niszowych propozycji z Emiglia Romagna. Dwa posty temu opisałem masówkę, dziś pora na perełkę. Ponownie mamy do czynienia z Sangiovese w tym przypadku starzonym w beczce przez aż dwa lata. Kolor wpadający w atrament. W nosie wyraźna dojrzała wiśnia, miód i jakby Coca Cola, wszystko pięknie skomponowane i gęste. Niziuteńka kwasowość, będzie smakowało również fanom win półwytrawnych. Miało w sobie tyle słońca, że od razu budziło skojarzenia z winami z południa Włoch. Poza Sangiovese spróbowałem innych pozycji tego producenta - firmy Balducci. Fantastyczne były nawet odstraszające zazwyczaj tanie półsłodkie zarówno białe, czerwone jak i musujące. Po prostu porządnie robią wina.
P.S. Win jeszcze nikt nie importuje, cenę skalkulowałem tak "na oko".
Subskrybuj:
Posty (Atom)