Choć szczep Marzemino wychwalał już Mozart w operze Don Giovanni, to w świadomości masowej raczej nie gości. Przypomina o sobie głównie podczas narciarskich wypadów do Włoch kiedy to turysta jest ze wszystkich stron otaczany trydenckimi interpretacjami tego szczepu. Tymczasem z Marzemino można robić wino również w innych miejscach. Mi się trafiło takie, które powstało w okolicach słynącego z Prosecco miasta Valdobiaddene.
Wino ma kolor ciemny jak atrament z granatowymi przebłyskami. W ustach ekstremalnie gęste, jedną butelką spokojnie może się nacieszyć kilka osób. Taniny zaokrąglone i wygładzone są tak nieinwazyjne, że wydają się przenosić wino w okolice

Producenci wina w kwestii starzenia poszli na rekord. Spędziło ono aż 3 lata w dębie, a potem półtora roku w butelce. W sumie powinien zatem zastanawiać tak ciemny kolor. Ale może to były beczki po atramencie?
Właściciele winnicy chwalą się, że przez jedną noc przebywał u nich 19-letni Ernest Hemingway, który podczas I-ej Wojny Światowej został ranny w nogi. Skądinąd wiemy, że ukochanym winem Hemingwaya była Valpolicella, jestem skłonny zgodzić się z Mistrzem.
I na koniec mała uwaga natury ogólnej. Spróbowałem wina zupełnie przypadkowo, no może tak półprzypadkowo - ktoś je polecił. Szczep nie należy do tych rzucających na kolana, region tym bardziej, producent niestety nie był mi znany. Wino zaś było z pewnością jednym z najlepszych jakie piłem w ostatnich latach. Jaki z tego wniosek? Ileż podobnych, mniej znanych, słabiej reklamowanych win, czeka na swoje odkrycie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz