Ale miałem sen! To nie żadna figura stylistyczna w stylu pastora Kinga, ale naprawdę. Wieczorem wypiłem butelkę Mascarpine i musiał mnie zainspirować jej skład typowo bordoski. Sen był kostiumowy i akcja działa się współcześnie oraz na początku XX wieku. W naszych czasach na wszystkich konkursach winiarskich wygrywały wina z jednego z regionów Afryki ( nie wyśniłem którego dokładnie ). Znawcy próbowali dociec tajemnicy sukc
esu regionu i w tym miejscu sen przeniósł mnie w przeszłość. Otóż w dawnych czasach pewna angielska hrabina zafascynowana winami z Bordeaux postanowiła znaleźć miejsce z identycznymi warunkami geograficznymi. W tym celu zjeździła cały Czarny Ląd ( nie pytajcie czemu szukała Bordeaux w Afryce, to był tylko sen ), aby w końcu odkryć właściwe miejsce. Choć wszyscy pukali się w czoło Hrabina kupiła ziemię i zaczęła przygotowania do założenia winnicy ( coś w stylu tu na razie jest ściernisko... ). Po śmierci jej dzieło kontynuowały dzieci. Wina niestety nie mogły się przebić na rynkach światowych. Umówmy się, kilkadziesiąt lat temu nie było takiego boomu na wina z krajów egzotycznych. Niezrażeni niepowodzeniami angielscy winiarze z Afryki dalej robili swoje. Wina głównie rozdawali sąsiadom. Aż w latach 80-tych ktoś zawiózł butelkę do Europy i w wąskim gronie wygrała degustację w ciemno. Szybko tematem zainteresowały się elity, a potem droga do sukcesów była juz prosta...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz