W Rheinhessen odwiedziliśmy Jeana Buscher. Dał nam się zapamiętać nie tylko dzięki francuskiemu imieniu, stworzył prawdziwe show. Rozpoczęło sie niewinnie standardowym zaproszeniem do piwnic. A tam zwyczajowo proszę szanownej wycieczki: na prawo beki drewniane, na lewo pleśń, a w kącie skarbczyk. Jean z dumą, choć bez pozy, pokazał wiekowe wina ze swojej piwnicy. Gdy już wydaliśmy z siebie ochy i achy właściciel winnicy nieoczekiwanie zapytał szefową naszej wycieczki - Anię o wiek. Ta chyba lekko oszołomiona ( kobiety są zawsze zaskoczone takim pytaniem ) grzecznie odparła, że urodziła się w 1973r. Pan Buschner uśmiechnął się, wziął omszałą butelkę z odpowiedniej półki i oznajmił nam, że w takim razie napijemy się Rieslinga z roku 1973. Przetarł z grubsza kurz i sprawnie wyciągnął z szyjki stary już korek. Gdy wszyscy obfotografowaliśmy wino ze wszystkich stron, wzięliśmy się za próbowanie. Pierwszym co przykuło naszą uwagę był kolor. Riesling był jasnozielony niczym
Po wynurzeniu się z piwnicy czekał na nas lekki lunch i zadanie. Do każdej z czterech potraw widocznych na talerzu, gospodarz zaserwował dwa wina prosząc nas o wybór bardziej odpowiedniego. Ćwiczenie jak najbardziej pouczające. Zabawa była tym lepsza, że zapomniano dać nam spluwaczek i w okolicach ósmej próbki przekonaliś
Jeśli będziecie w okolicach Bechtheim odwiedźcie tę winnicę koniecznie i na wszelki wypadek mówcie, że macie 90 lat, może uda się spróbować czegoś ekstra.
2 komentarze:
Kurcze, mój rocznik :) Zapamiętam sobie, choć na spróbowanie mam marne szanse. Może kiedyś ;)
How, to było rzeczywiscie wspaniałe doznanie, a 73 to wspaniały rocznik, nie tylko dla rieslinga z Rheihessen:) Nastepnym razem zdecydowanie skłamię, czego sie nie robi dla takich rozkoszy:)
Prześlij komentarz