niedziela, 18 marca 2012

Chianti Classico Montornello Bibbiano 2009

WYŚMIENITE+
Ostatnio wymieniłem kilka zdań ( na więcej nie pozwoliło moje ubóstwo językowe ) ze Szkotką. Słysząc o moim włoskim zakręceniu, miła Wyspiarka z miejsca spytała, które supertoskany lubię najbardziej. Dosyć to znamienne było. Może niepotrzebnie szukam drugiego dna, ale wydaje mi się, że niektóre z win zrobionych z przesadą, na czele z Supertoskanami i niektórymi Amarone, przyprawiają brzydką gębę winiarstwu włoskiemu. Niektórzy zachłystują się winami mającymi po 105 punktów na 100 możliwych i omijają to co jest sercem win z Italii. Nie chodzi mi tylko o ideowe wywyższanie tego co bardziej tradycyjne nad nowoczesnością. Nie mam nic przeciwko nowym pomysłom na wino, ale widzę, że więcej zwykłej rozkoszy dają mi wina nieprzekombinowane. W ramach zgłębiania korzeni wypiłem ostatnio trochę Chianti Classico.
Zupełnie wybitne okazały się wina z winnicy Bibbiano. Chianti Classico Montornello jest winem, którego analizę ( jeśli ktoś lubi w ogóle analizować wino ) można przeprowadzić dopiero przy drugiej butelce. Pierwszą się zwyczajnie wchłania. Pyszne, soczyste, pełne, a jednocześnie dość lekkie.Świetnie harmonijne, wszystko ułożone bardzo elegancko. I kropka, czyli dokładnie tyle ile od wina oczekuję.
Ostatnio mogliśmy przeczytać, że zmarł Giulio Gambelli - słynny toskański enolog przez lata doradzający między innymi winnicy Bibbiano. Wymieniłem kilka maili ( na inny temat ) z przedstawicielem winnicy składając mu przy okazji wyrazy współczucia. Winiarz odpisał, że wspominając Zmarłego otworzyli butelkę Chianti z 1981 roku, wino było wciąż rześkie i owocowe. Życzę miłośnikom Supertoskanów, aby równie pozytywne wrażenia mieli w 30 lat po kupnie swoich medialnych i bajońsko drogich win. Choć nie bardzo w to wierzę.






Artykuł ze zdjęcia obok pochodzi oczywiście z ostatniego numeru Magazynu WINO, a kogucik jest autorstwa Martynki:)

niedziela, 11 marca 2012

Nardini Grappa Riserva

Wybitna grappa. Jedna z najlepszych jakich kiedykolwiek próbowałem. Doskonała dla smakoszy, ale jeszcze lepsza dla początkujących. Osoby zaczynające swą przygodę z grappą często ją kończą na etapie nosa. Nie da się ukryć, że grappa lubi pachnieć bimbrem. W przypadku Nardini Riserva jest inaczej. Kwiatowa, rześka, przyjemnie owocowa, po chwili wchodzą aromaty delikatnie suszonych owoców. Bardzo elegancka i harmonijna. Wysoki, bo 50% alkohol tylko przyjemnie rozgrzewa nie wykrzywiając przy tym ust. Tak doskonała, że aż nie chce się jej przełykać. Grappa biała, choć znacznie tańsza, to wydaje się o wiele trudniejsza w piciu. Przeznaczona raczej dla osób, które już kilka butelek tego cudnego trunku mają za sobą. Wydaje mi się, że grappy Nardini nie są importowane do Polski ( a szkoda, bo to wielka marka ), pozostaje nam zatem napełnianie bagażników podczas wakacji.

Bassano del Grappa jest uroczym miasteczkiem Północy Włoch. Świat pamięta o Bassano dzięki pięknemu mostowi projektu Andrei Palladio, ciekawej historii oraz oczywiście grappie. Bassano jest w miarę wolne od turystów, warto tam wdepnąć przy okazji na jeden dzień. Choćby po to by zrobić zakupy w sklepiku Nardini mieszczącym się na samym moście. Wszyscy wskażą gdzie jest sklepik, działa tam od 1779...


Większość zdjęć pochodzi z Muzeum Grappy firmy Poli ( równie zacna ).

środa, 7 marca 2012

Dolcetto d'Alba Rousori Icardi 2010

SMACZNE+, 49 PLN
Wybór przez Konrada Dolcetto na bohatera Winnych Wtorków wydał się mało oczywisty. Dla mnie jest to wino trzeciego wyboru. Często gdy mam w zasięgu wzroku Dolcetto, to obiecuję sobie, że po nie sięgnę następnym razem i wybieram coś innego. I tak jest do następnego razu i następnego. Nie to, że win tych nie doceniam, ale wciąż coś bardziej spektakularnego staje na ich drodze. Nie inaczej działo się z Dolcetto d’Alba od Claudio Icardiego. Wina spróbowałem, cmoknąłem z zadowoleniem i zapomniałem. Wszystko przez Barberę od tego samego producenta, która mnie uzależniła na długo. Soczysta, pełna i niezwykle spektakularna. Dolcetto jest na drugim biegunie. Leciutkie, owocowe, bez muskulatury. Swoim wycofaniem przypomina mi nieco styl Bardolino. Takie wina nie kładą na łopatki pierwszym kieliszkiem, ale docenia się je przede wszystkim za to, że nie męczą. Nie próbują nic zawłaszczyć, a po prostu towarzyszą.


Inne winnowtorkowe Dolcetta:
Winniczek
Czerwone czy białe
Wine tasting
Środkowa półka

poniedziałek, 20 lutego 2012

Dingac, Vinarija Dingac 2007

WYŚMIENITE+
Gdybym Dingacem nie został poczęstowany, to z pewnością bym po niego nie sięgnął. Chcąc, nie chcąc, zanadto myślę stereotypami i ufam własnym uprzedzeniom. Zniechęciły mnie etykieta, opis i cena.
Na etykiecie widnieje uroczy, choć dość kiczowaty, rysunek osiołka. Winom ze zwierzątkami na etykiecie ufam w sposób ograniczony. Od etykiety znacznie gorsza okazała się kontretykieta radośnie informująca, że wina zawiera 15,2% alkoholu i jest półwytrawne. Na koniec trzeba powiedzieć o cenie. Dingac kosztuje powyżej 100 złotych, co jest kwotą konkretną, a biorąc pod uwagę chorwackie pochodzenie wina, nawet bardzo konkretną.
Ale to wszystko zewnętrzność. W środku wino okazało się nie tylko przepyszne, ale i odkrywcze. Alkohol był zupełnie niewyczuwalny, smakowało wręcz jak wina ze znacznie mniejszą zawartością procentów. Zatem o żadnym zmęczeniu winem nie mogło być mowy. Po pierwszym kieliszku z chęcią sięgnąłem po drugi i trzeci. Dingaca warto kupić zresztą choćby dla samego zapachu. Bardzo łatwo wyczuwalne aromaty siana plus rajskie jabłuszka, najlepiej pewnie na tym sianie zjadane, oczywiście w towarzystwie osiołka. Takie piękne, letnie zapachy w środku zimy, to niemal tortura.
Bez dwóch zdań to najbardziej smaczliwy Plavac Mali jaki piłem do tej pory, zdecydowanie polecam.
Swoją drogą ciekaw jestem ile win niesłusznie omijam tylko dlatego, że mają durną etykietę bądź nazwę.

czwartek, 26 stycznia 2012

Najlepsze hasła z wyszukiwarki


Różne drogi przywodzą internautów do mojego bloga. Bardzo nieregularnie śledzę słowa, które po wpisaniu w wyszukiwarkę skierowały tu ludzi. Niektóre zapytania jednak spisałem. Wymiatają do tego stopnia, że trzeba się nimi podzielić. Te pytania i nie tylko pytania, naprawdę doprowadziły do mnie. Zachowałem oryginalną pisownię. 


jak chronić czereśnie przed szpakami 


jak zadomowic szpaka


jak ciąć sliwkę ęgerę 


jaki notes miał indiana jones


wołowina argentyńska śmierdzi 


czerwone oko po wypiciu czerwonego wina 


biorąc fervex można spozywać alkohol? 


"babciu, wstawiłaś wodę?" 


"kiedy pociąg w polsce przekracza 100 km/h" 


budowa titanica


białe kalesony marzec 2010 


i look in" jak subtelnie mu powiedzieć"


czy ladnie jest komus przypomnieć o czyms 


jak przypomnieć komuś o swoich imieninach 


jiaksie pisze reslink


kieliszek czerwonego dzika archiwum bloga anny


moje oczekiwania wobec kochanej przezemnie osoby


moje uczucia o orle białym na czerwonym tle


myślę, że trzeba dorosnąć translate


najlatwiejsza kukiełki do zrobienia


stare skamieliny seksu


benny hill kim był 


białe noire leroy merlin 


carlo rossi białe promile 


co jedzą gęsi 


cena 1 kg gęsiny 


ceny nad morzem wrzesien 


ceny melonów z korsyki 


czy do makro trzeba mieć swoją kartę czy może być pożyczoną 


czym kleic akcyze


jak w wawie pisac na czerwono


dawne czerwone płaskie baterie 


etykieta na ogórki kiszone


nietypowe wiązanie sznurówek w bucie 


fotel bujany z podnóżkiem biały bella rosa 


co biale to biale co czerwone to czerwone 


A oto piątka, która ujęła mnie szczególnie:


czerwona porzeczka sen tlumaczenie 


gdzie można kupić białe kalesony w warszawie


jak robic wino w sredniowieczu


podroby - riesling nie odpuszcza


czy resling jest naprawdę 



Mam nadzieję, że choć część pytających znalazła u mnie odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Zwłaszcza osoba poszukujących białych kalesonów oraz starych skamielin seksu:-) Moim prywatnym zwycięzcą jest jednak przepełnione niepokojem pytanie: "czy resling jest naprawdę".

wtorek, 24 stycznia 2012

Kilka wspomnień z 2011 czyli Wino Roku

Czas wszelkich plebiscytów, wybierających w każdej dziedzinie jakieś NAJ roku, już dawno za nami. Ja się trochę zgapiłem, a po prawdzie to nie bardzo miałem czas na cokolwiek. Nie znaczy to jednak, że nie wspomnę kilku wypitych w minionym roku win, zwłaszcza, że wiele z nich nie pojawiło się na blogu, co nie znaczy, że kiedyś się nie pojawią. Wymienione wina, nawet jeśli są dalekie od obiektywnej doskonałości, to zapadły mi w pamięć najbardziej i wywołały najwięcej dobrych emocji. Zatem uczciwiej byłoby powiedzieć, że nie są to najlepsze wina jakie piłem w 2011, ale z pewnością najlepiej zapamiętane.

WINO BIAŁE

Bez dawania żadnych forów za polskość. Po prostu rewelacyjne wino. Uczciwie uprzedzam, że pierwszy kieliszek nie powala na łopatki, trzeba się z butelką zaznajomić przez dłuższy czas. W konkursach przegra, pite na spokojnie zniewala.

Ma wszystko to za co kochamy Rieslingi: dobre pochodzenie, dojrzały wiek, miłą słodycz. Wino kompletne. Warto przy okazji Rieslingów wspomnieć o Kabinett Pruma w wyśmienitej cenie.

3. Terre Arse Marsala Vergine, Cantine Florio
Doskonały przykład, że w Marsali robią też wina wybitne. Okazało się, że pił je również Jongleur, oto Jego opis, mi zabrakło samodyscypliny.


WINO CZERWONE
1. Morgon 2010, Marcel Lapierre
Wino zdecydowanie zasłużyło na opis i pewnie przy kolejnej butelce pojawi się tutaj. Niewiarygodne, że w Beaujolais można zrobić tak genialne i bezkompromisowe wino. Zasłużony medal brązowy przyznany przez Magazyn WINO. W linku opis W.Bońkowskiego.

Zaskakująco żwawy staruszek. Na niektóre wina warto czekać tak długo.

Wino pyszne, ale wybrałem je tu bardziej z przyczyn jego wyjątkowych właściwości, o których mam nadzieję kiedyś tu napisać. Ciekawskich proszę o cierpliwość:-)

NAJLEPSZA RELACJA CENA/JAKOŚĆ
Cieszy mnie, że naprawdę było w czym wybierać, na rynku jest coraz więcej sensownych win do dwóch dych. U mnie wygrał nowozelandzki Hans Greyl Sauvignon Blanc z 2010 roku, oczywiście z Biedronki:-)

NAJCZĘŚCIEJ PIŁEM
Od 2010 roku Cardeal zdążył zmienić nazwę na Catedral ( dla bardziej wierzących), co podpowiada jeszcze więcej pyszności. Nienudzące się wino codzienne.

AKTYWNOŚĆ W POLSKIM INTERNECIE
Trochę się działo. Kuba wymyślił Winne Wtorki i od tego czasu uprawiamy, bardziej lub mniej regularnie, picie i pisanie grupowe. Inny Kuba założył blog Kontretykieta i zawstydził wszystkich poziomem winopisania. Najwięcej ożywczego fermentu wzbudził jednak serwis DO TRZECH DYCH, na którym trójka przyjaciół opisuje wina z najbardziej dostępnych cenowo półek. Bez zadęcia, świeżo i użytecznie. Nie zawsze się z nimi zgadzam, ale czytam zawsze i trzymam kciuki. Strona roku!

REGION ROKU
Dolina Loary
Świetnie jest zadziwić się czymś co teoretycznie znamy. Pijałem wina z Loary jakoś tam regularnie, ale nigdy tak nałogowo jak w minionym roku. Z jednej strony żałuję, że tamtejszą czerwień odkryłem tak późno, z drugiej być może trzeba było dorosnąć.

WYDARZENIE ROKU
W tym przypadku raczej powinno się mówić o wtopie roku. Najgłośniej w ubiegłym roku o winach było przy okazji kompromitującego i kłamliwego wystąpienia R.Sikorskiego dotyczącego win polskich. Jedynym plusem całej sytuacji jest fakt, że sporo osób się dowiedziało, że w PL wina się produkuje. Opis sytuacji na blogu W. Bońkowskiego oraz w FourSensesTV, a dla bardziej leniwych w moim komiksie.

***************************************************************************************************************
Nie będę pisał o planach na rok 2012. Jak coś zaplanuję, to się i tak nie spełnia. Jakieś marzenia i fascynacje jednak są i jak siły pozwolą, to będę się nimi tu dzielił. Niewykluczone również, że powstanie jakaś inna, rozsądniejsza strona. Notki, które tu wrzucam są niemal zawsze obarczone sporym wpływem wina ( zerknijcie na godziny umieszczeń ), chyba pora napisać też czasem coś na trzeźwo:-)

wtorek, 17 stycznia 2012

Porto Tawny z Biedronki

SMACZNE-, 20 PLN
Ledwie Deo obśmiał opisywanie przez blogerów win średniopopularnych, a już Sstar, jakby na potwierdzenie posta Deo, zaproponował na kolejny Winny Wtorek wina określane zdecydowanie niemainstreamowym terminem gemischter satz. Z grubsza rzecz biorąc słowa te mówią nam, że grona różnych odmian rosną wspólnie i takoż są dalej przetwarzane. Winni wtorkowicze różnie na pomysł zareagowali, mi się spodobał. Gemischter satz jest symbolem winiarskiego nienabzdyczenia się, traktowania spraw normalnie. Zupełnie jak kiedyś gdy piłem we Włoszech wyśmienite wino od chłopa i spytałem z jakich winogron powstało. Zdziwiony odparł, że z tych co zawsze tu rosły...
Wracając zaś do gron żyjących w błogiej komunie, to trzeba powiedzieć, że taka nieuszeregowana wolność najpopularniejsza jest w Austrii, Alzacji oraz w Portugalii. Nie chcąc przykładać ręki do obumierania Winnych Wtorków zakupiłem ( zresztą za radą Sstara ) najprostsze biedronkowe Porto. Pojęcia nie mam z czego powstało. Kontretykieta na ten temat milczała, a strony producenta zabrakło. Jedyne czego się dowiedziałem to fakt, że zrobiła je dla Biedronki firma Symington, szerzej znana ze swego świetnego Porto Graham's. Trzeba przyznać, że i z tym Porto wstydu nie było. Alkohol na poziomie, który nie przeszkadza, fajne aromaty pestkowej wiśni oraz śliwki plus klej do modeli samolotowych. Nie jest to może wyjątkowy szał, ale gdy pierwszy śnieg za oknem sprawdza się zaskakująco uczciwie. 10-letnią konkurencję z Lidla wyprzedza o trzy długości. Warto.
Koledzy próbowali ambitniej:
Jongleur
Sstar
Sstar2