Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mierne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mierne. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 lipca 2013

Jack Rabbit White Zinfandel 2012

MIERNE, 15 PLN
Mam alergię na słowo winko. Nie tylko dlatego, że nie przepadam za zdrobnianiem czego się da, od pieniążków przez komputerek po winko właśnie. Pijąc winko czujemy się nieco rozgrzeszeni - przecież to nic poważnego ledwie winko podawane najlepiej w lampkach. Czuję, że winko zupełnie zmienia sens słowa wino. Prywatnie nauczyłem się jednak używać tego określenia na opisanie lekkich, łatwych i przyjemnych sikaczy. Uff, po tym długawym wstępie idę do rzeczy czyli do różowego winka z nowej oferty z Żabki.
Jack Rabbit White Zinfandel jest winem skomponowanym niebywale precyzyjnie. Jest lekki, niemal półsłodki, rześki, mocno owocowy, z niskim alkoholem, a do tego butelka jest zakręcana. Nie zdziwię się jeśli za chwil kilka okaże się pozycją obowiązkową wszystkich wieczorów panieńskich. U mnie jednak nie ma szans zostać winem pitym wieczorem na poważnie. Co innego na drugie śniadanie, najlepiej spożywane gdzieś w naturze i próbowane z plastikowego kubeczka. Że mało wysublimowane to jest? No pewnie tak, ale podobnie jest z innymi rzeczami, które robimy latem: sandały, krótkie gatki, bardziej taneczna muzyka i lżejsza literatura.W tych sytuacjach Jack Rabbit jest wręcz idealny. I jeszcze ta cena! Można pić. Ale tylko w krótkich spodenkach.
Królik biegł tak szybko, że nie zdążyłem mu foci strzelić. Zdjęcie podebrane z dotrzechdych.pl

piątek, 12 lipca 2013

Santola vinho verde z Biedronki

MIERNE-, 13 PLN
Ja rozumiem, że za 13 złotych nie ma co się choinki spodziewać, ale tu jest naprawdę cieniutko. To verde ma jakąś nienaturalną kwasowość. Różnica jak między cytryną a kwaskiem cytrynowym. Ponadto wciąż miałem wrażenie picia pamiętanego z dzieciństwa Vibovitu ( Vibovit był świetny jak się go zlizywało z mokrego palca, ale pity to już nie za bardzo ). Poza tym Santola jest winem nudzącym po prostu. Normalnie vinho verde mogę wypić na raz, z tym biedronkowym męczyłem się godzinami. Mówiąc krótko NIE POLECAM. 
Co ciekawe całkiem smakowało Mariuszowi, możecie porównać nasze opinie. Ale Jego Santola miała 1,5% alkoholu więcej, dziwne.

czwartek, 2 maja 2013

Черный Доктор - Czarny doktor

MIERNE-, 16 PLN
Nie wiem jak to możliwe, ale widząc to wino na półce sklepowej, ostatnią rzeczą jaką zauważyłem była, pisana cyrylicą, nazwa. Najpierw zobaczyłem napis "Bostavan", który mylnie wziąłem za "Botswanę". Takie zdziwienie wystarczyło, żeby chwycić butelkę i się jej przyjrzeć. Z rozczarowaniem doczytałem, że nie jest to wino z Afryki, a jedynie z bliższej nam Mołdawii. Swoją drogą nazwa Czarny doktor dla win afrykańskich byłaby w punkt. Wino wyglądało solidnie: porządne szczepy - saperavi, cabernet sauvignon i merlot, wskazany region pochodzenia, świetna etykieta, nietania butelka, i jeszcze ta łatwa do zapamiętania nazwa. Dodatkowo wino było opisane jako wytrawne, co w przypadku mołdawskich, sprzedawanych w Polsce, normą nie jest. Słowem zaryzykowałem i kupiłem je. Nawet się cieszę, choć wino jest dość paskudne. Po raz kolejny się przekonałem ( może w końcu wyciągnę jakieś wnioski ), że nie ma co zwracać uwagi na zewnętrzność wina. Czarny doktor jest pełen nut aptecznych i tyle. Owocowości zero. Pewnie podczas wąchania w ciemno nie zgadłbym, że to wino czy ogólniej alkohol. Za to w ustach alkoholu mu nie brak niestety. Pali tak, że aż żołądek to czuje. Wino ma zaledwie 12% więc raczej to dziwne i niepożądane. Zjechałbym wino ostrzej, ale skoro lubię nuty apteczne w whisky, to czemu miałbym i w winie nie polubić?
Zerknąłem w Sieć i okazało się, że pod tą samą nazwą można kupić również wina ukraińskie - z reguły półsłodkie. Sam producent Bostavan też się nim nie chwali na swojej stronie, choć ulepkami, o tej samej nazwie, w fikuśnych butelkach jak najbardziej.
Omijajcie je. Za 16 złotych można mieć 4 dobre piwa albo 3 wyśmienite. Chyba lepiej.

piątek, 15 marca 2013

Chianti Superiore 2011 Banfi


MIERNE+
Nie ma co udawać, kupiłem to wino oczami. Lubię Damę z łasiczką ( jeszcze bardziej dzięki filmowi Machulskiego Vinci ), lubię Chianti więc szansa na sukces była. Po raz kolejny jednak okazało się, że jedynym co gwarantuje apelacja Chianti jest totalna niespodzianka. Nigdy nie wiem czy w środku będzie sikacz czy mocarz, aromat wiśni czy dżemu jagodowego. Tym razem w butelce znalazł się jakiś przegrzany owoc plus aromaty pieprzu. Gdyby ktoś powiedział, że to australijski shiraz, to pewno bym uwierzył. Wino było tak niesmaczne, że musiałem odstawić butelkę. Jednodniowy odpoczynek bardzo jej pomógł. Pieprz uleciał, wino się fajnie wygładziło, pojawił się owoc. Ale to wciąż było nudne, przemysłowe wino. Piękna kobieta z pustym wnętrzem i tyle.



Wpis dedykuję Przyjacielowi, który zna Vinciego na pamięć.

poniedziałek, 11 lutego 2013

Brunello z Żabki


Pewnie już wszyscy wiedzą, że sieć sklepów ŻABKA rzuciła rękawicę Lidlowi i Biedronce i też postanowiła powalczyć o klientów rozszerzając półkę z winami. O planach Żabki mogliście przeczytać na WINICJATYWIE, dobrze też została wypunktowana w poście DOTRZECHDYCH. Nie wiem czy wypada się wypowiadać o planach Żabki już teraz, czy nie lepiej poczekać kilku miesięcy. Na razie wygląda to na potężny falstart. Media zostały poinformowane, imprezka zrobiona, gazetka również, a zabrakło podstaw. Żabka chce sprzedawać swoje nowe wina z regałów samoobsługowych. Pomysł bardzo dobry. Na razie wina są schowane gdzieś za plecami pań ekspedientek; Brunello wciśnięte między Kadarkę i Fresco nie umie wzbudzić mojego pożądania. Regały w dużej mierze rozwiązują ten problem więc warto żeby się pojawiły, a nie żeby tylko o nich mówić. Druga, a może nawet pierwsza, sprawa to sprzedawcy. Odwiedziłem blisko dziesięć Żabek i wszędzie na pytanie o nowe Chablis czy Brunello reagują strachem bądź agresją ( serio! ). Przed szkoleniowcami naprawdę długa droga. 
Pozostaje jeszcze pytanie kluczowe. Po co Żabce takie drogie wina na półce? Tego zupełnie nie kumam ( taki czerstwy żarcik ). Czy ze względów wizerunkowych czy naprawdę chcą na nich zarabiać? Jeśli wizerunkowo, to kompletnie bez sensu. Sieć nie ma opinii taniej, dyskontowej. To są po prostu sklepy osiedlowe, których główną zaletą jest to, że są blisko domu. Raczej robi się tam zakupy na szybko. Jak skończy się piwo, albo dowiadujemy się, że za kwadrans ktoś do nas wpadnie. W takich sytuacjach na pewno nie sięgniemy ani po szampana, ani po Brunello. 
Jeśli więc celem Żabki jest po prostu zarobek, to sugerowałbym skupienie się na segmencie 15 - 30 złotych; w tym przedziale można znaleźć całe mnóstwo smacznych win do obiadu. Dlatego w ciemno ( bez próbowania ) mogę zaryzykować, że wprowadzone do oferty Chianti za 20 złotych może okazać się hitem.
Pół słowa o Brunello di Montalcino Uggiano 2007. Większości osób o nim piszących smakowało, ja jestem w mniejszości. Najfajniejszą ma barwę - wypłowiałą, zgaszoną, lubię takie. Na plusy też trzeba zaliczyć taniczność i wyraźnie zauważalne wiśniowe aromaty. Wino sprawiło jednak wrażenie smutnego, jakiegoś przykurzonego. Po Brunello ( nawet za 70 złotych ) oczekuję większych fajerwerków. Czytając jednak opinie innych nie wykluczam, że to po prostu ja miałem gorszy dzień. Na razie jednak nie potrafię go polecić.                                     Żabkę będę obserwował. Zobaczę co z zapowiedzi wcieli w życie. Możliwe, że to tylko złe dobrego początki. A możliwe, że po hucznym starcie, pokażą się słabe wyniki i Żabka ze swej winiarskiej ofensywy zacznie się wycofywać rakiem. Oby nie.
Butelkę Brunello di Montalcino otrzymałem do spróbowania od sieci ŻABKA, za co uprzejmie dziękuję.

wtorek, 1 stycznia 2013

Golden Kaan Cabernet Sauvignon 2010


MIERNE, 38 PLN
Jaki Nowy Rok taki cały rok? Oby nie!
Zaczęło się od tego, że święto świętem, ale Winne Wtorki odbyć trzeba. Mariusz zaproponował jakiś czas temu, żebyśmy sylwestrowego kaca leczyli Cabernetami z RPA. Pomysł bardzo, ale to bardzo niezgrany z datą;) Wystarczyło przecież jako temat zaproponować najlepsze sposoby wychodzenia z zespołu dnia poprzedniego i ilość blognotek wystrzeliłaby pod sufit. Ale mus to mus i jako, że nie chciałem Mariusza zawieźć, udałem się w Nowy Rok na poszukiwanie wyznaczonego wina. Ciekawą podróż odbyłem, zupełnie jakbym się cofnął w czasie. I to wcale nie do nieodległego 2012 roku, ale jakieś 10 lat wstecz. Po pierwsze niemal wszystkie sklepy były zamknięte. Wybór wina na stacjach benzynowych to żenada. Albo kupisz Carlo Rossi albo El Sol albo spadaj. Nie oczekuję od Orlenu, żeby wprowadził półkę z bordoskimi Grand Cru, ale niech wrzucą choć kilka prostych, marketowych win. Zresztą to temat na osobny wpis. 
Sklepy 24H to nieco inna bajka. Teoretycznie sprzedają tu wina, ale tylko teoretycznie. Największe emocje jakie wywołują te sklepy, to możliwość poznania panów proszących o dorzucenie złotóweczki "na bułkę". Winnych emocji niestety nie dostarczają. 
W końcu, w jednym z takich sklepów, udało mi się trafić na wino z RPA i to od razu na Caberneta. Butelkę widziałem już wiele razy, ale jakoś mnie nigdy do niej nie ciągnęło. Po spróbowaniu widzę, że instynkt słusznie mnie ostrzegał. Z kontretykiety wyczytałem, że dowcipny importer poleca to wino zwłaszcza do steków ze strusia. Ja ani sił, ani chęci na szukanie strusia nie miałem. Golden Kaan to mierne wino, które próbuje udawać coś innego przez co gubi swe naturalne walory. Stara się robić wrażenie ciężkiego i napakowanego choć takie nie jest. Wszystko przez silnie dymny aromat przykrywający nuty owocowe. Ten dym zresztą kojarzyć się może bardziej z Pinotagem niż z Cabernetem. Trochę szkoda tych ogniskowych nut. Jak się udaje przez to przebić to czuje się miłe aromaty pieczonej papryki i jeżyny.Gdyby tylko na tych aromatach poprzestać byłoby o wiele przyjemniej, choć może mniej spektakularnie. Zamiast strusia zjadłem do wina pieczone żeberka i nie było to złe połączenie, choć struś to to nie był ;)
38 złotych wydane na wino to nie majątek. Jednak za takie pieniądze można w sklepach specjalistycznych kupić wina wyśmienite, pewnie również z RPA. Dlatego z Nowym Rokiem apeluję do tych, którzy mają alergię na specjalistyczne sklepy winiarskie, aby się przemóc. Tu można znacznie rozsądniej wydać pieniądze. Choć niestety szanse na poznanie lokalnego pijaczka są mniejsze...
Mariusz pił znacznie lepsze wino - przeczytajcie koniecznie!
Blurppp też nie narzeka.
Pora na wino debiutuje w WW.
Winniczek Cabernetami popijał steki

poniedziałek, 10 września 2012

Eidosela Albarino 2011

MIERNE +, 25 PLN
Jakiś czas temu zdradziłem się, że albarino jest szczepem, który wdarł się przebojem do grona moich ulubionych odmian. Nie mogłem zatem przejść obok nowego wina z tych winogron dostępnego na naszym rynku. Nowym nabytkiem jest biedronkowa Eidosela. Spora część blogerskiej braci ( Mariusz, Wojtek, DTD ) zachwyciła się tym winem. Pozazdrościłem wrażeń kolegom i zapragnąłem się również zachwycić. Dodatkowo moje pragnienie podkręciła świetna etykieta wina. Cena jak na galicyjskie albarino bardzo, atrakcyjna, choć jak na wino z Biedronki, to już tak tanio nie jest. Niestety tylko cena okazała się dla mnie atrakcyjna. Nie powiem, Eidosela to bardzo przyjemne i rześkie wino. Taki lekki kwasiorek w sam raz na ciepłe dni. Niemniej od wina z tej apelacji oczekuję czegoś więcej niż tylko aromaty cytrusowe. Eidosela jest smaczliwa i absolutnie jej nie wypluwałem. Gdyby jednak to było moje pierwsze albarino w życiu, to chyba nie ruszałbym na poszukiwanie kolejnych.

wtorek, 21 sierpnia 2012

Ogio Primitivo 2011

MIERNE+, 10 PLN !!!
Jak sobie radzić z upałami? W wersji dla mięczaków można leżeć w hamaku, liczyć liście na drzewie i pić świeże białe wino. W wersji dla twardszych ( czytaj: głupszych ) biega się 10 km w samo południe, poświęca pracom wykończeniowym ( lakierowanie, malowanie, wiercenie ) i pije, niekompatybilne z pogodą, wina czerwone. Niestety znalazłem się w tej drugiej grupie. Mniejsza o bieganie i machanie pędzlem, ale czerwień w taką pogodę to już przegięcie. Stało się tak za sprawą Winnych Wtorków. Winniczek zaproponował, żebyśmy napili się Barbery. Trochę poszukałem w okolicy, ale że zacząłem szukać na ostatnią chwilę, to Barbery nie znalazłem. W moich stronach to towar równie deficytowy co kompetencje i uczciwość rządzących. Tak przy okazji, to BARBERA świetnie się nadaje na nazwę baru winnego. Nie mogąc kupić zadanego wina wziąłem cokolwiek. Chciałem być w porządku wobec kolegów i też się pokatować czerwienią. Ręka chwyciła w Tesco Primitivo Ogio za dyszkę jedyną. Byłem pewien, że wypiję kieliszek, a potem użyję w kuchni. Tymczasem Ogio okazało się winem akceptowalnym. Oczywiście szału nie ma, ale to naprawdę daje się wypić bez grymasu. Nie ma w nim przesady typowej dla tak wielu Primitivo. Fajna kwasowość, trochę lekkości i trochę ciała, mięciutkie, delikatnie schłodzone nie zaliczyło wtopy. Nie będzie to moje wino roku, ale zamiast kompotu poradzi sobie przy obiedzie. Raczej polecam.
A w linkach relacje Kolegów, którym udało się kupić Barberę:
Winniczek podlewa Barberę do ozorów.
Pisane winem składa deklarację o samoograniczeniu.
Jongleur wyznaje, że nie lubi risotto.
Środkowa Półka to aż dwie Barbery.

niedziela, 19 sierpnia 2012

Wina dębowe wytrawne

Gdybym pisał w DOTRZECHDYCH, to mógłbym otagować notkę nie jarają mnie już deadliny. Prawda jest jednak taka, że zwyczajnie zapomniałem wspomnieć o winach wypitych na początku czerwca. W tamtym czasie dostałem sześć butelek od producenta TERRAS GAUDA ( dziękuję! ). O zachwycających białych wspominałem, zdania nie zmieniam są cudne. Skoro białe były świetne, to czerwone powinny być proporcjonalnie lepsze. Wszak Hiszpanie specjalizują się raczej w tym kolorze. Tymczasem trzy czerwone wina to totalna porażka i wypada o nich wspomnieć wyłącznie w charakterze ostrzeżenia.

PITTACUM 2007, 70 PLN
Zdecydowanie najmniej słabe w tym gronie. Jeśli dostaniemy w prezencie, to absolutnie nie trzeba go wylewać. Bardzo mało w nim owocu, choć i tak najwięcej spośród pozostałych. Dużo beczki i dużo alkoholu. Świetne, pod warunkiem, że chcemy zniechęcić się do fantastycznej odmiany Mencia. Czyli omijać z daleka

PITTACUM AUREA 2007, OK. 250 PLN
Nie ma sensu podawać z jakich winogron i w jakim regionie powstało. Jedynym co powinno nas frapować, to rodzaj drewna użyty do leżakowania. Inne aromaty są niemal niewyczuwalne. Każdy winiarz powinien sobie kupić jedną flaszkę, żeby wiedzieć jak NIE beczkuje się wina. Karykatura w pełnym zakresie, szczęśliwie niedostępna w Polsce. Przybliżoną cenę ćwierć tysiąca traktuję jako dowcip sezonu. Omijać z bardzo daleka.


QUINTA SARDONIA 2007
Przy tym winie zgłupiałem. Ogromna moc - 15%, mnóstwo nut beczkowych, ale również cieknące owocową soczystością. Nie umiem się wobec niego określić. Zupełnie jak po niektórych filmach nie jesteśmy w stanie od razu powiedzieć czy były genialne czy wręcz przeciwnie. Powinienem to wino powtórzyć kilka razy, ale nie wiem czy dałbym radę, jest zbyt bogate. Muszę jednak przyznać, że gdybym chciał niewielką ilością wina zrobić wrażenie na gościach, to mogłaby to być ta flaszka. Wino jest, jak mi się zdaje, nieobecne w Polsce. Spodziewam się jednak, że gdyby było, to sukces sprzedażowy miałoby gwarantowany. QS jest według mnie taką hiszpańską odpowiedzią na mocne i pełen nut konfiturowych Primitivo. A skoro jesteśmy rozkochani w tym szczepie z południa Włoch, to i miejsce dla QS by się znalazło.



sobota, 2 czerwca 2012

Chablis z Lidla

MIERNE-, 30 PLN
Żenua i porażka niemal na całej linii. Kwasiorek leżący gdzieś w beczce po Chardonnay. W opisie przesłanym przez Lidl czytamy: to łagodne wino o aromacie ananasów, melona i jabłek. Faktycznie aromaty jabłek są tu wyczuwalne, tyle że są to jabłka jeszcze całkowicie niedojrzałe i wykrzywiające usta. Trzeba dodać, że producent lojalnie informuje o stopniu wytrawności swojego wina na kontretykiecie. Nie wykluczam, że to kwaśne Chablis nieźle smakuje w lecie pite w ogrodzie ze szklanek. Tylko czemu jakość tego miernego wina jest gwarantowana przez jedną z najcudniejszych apelacji świata? Jeśli chcecie przekonać się do Chablis, to nie sięgajcie po to Lidlowskie. Jeśli lubicie rześkie letnie wina do picia zamiast kompotu podczas upału, to nie wydawajcie na nie aż 30 złotych.



Wino otrzymałem do spróbowania od sieci Lidl, za co dziękuję.

niedziela, 29 kwietnia 2012

Orvieto Borgo Cipressi 2011

MIERNE+, 12 PLN
Lubię biedronkowe Orvieto, bo moja Mama je lubi ( pewnie głównie z ważnych dla nas obojga względów emocjonalnych) i często trzyma butelkę w lodówce. Poprzednie roczniki były nieco napompowane, 2011 smakuje po prostu jak tanie, ale uczciwe wino. Sporo kwasowości, aromaty cytrusowe i trochę gumy balonowej, jak dla mnie w zupełności wystarczy. Wykorzystałem wino przygotowując potrawę, ale to co zostało wypiłem z przyjemnością. Na czas majówkowego bezmyślenia zupełnie akceptowalne.
Orvieto jednym smakuje bardziej, innym niekoniecznie, a niektórzy nawet film o nim nakręcili. Myślę, że decydujący na to wpływ ma skrajna nierówność i niepowtarzalność tych samych win z Biedry. Zatem każda butelka to spore ryzyko.

wtorek, 3 kwietnia 2012

Finca Sobreno Crianza 2008

MIERNE, 59 PLN
Ze sporym opóźnieniem biorę udział w Winnych Wtorkach. Z jednej strony spóźniony, z drugiej mądrzejszy o posty kolegów, których podlinkuję poniżej. Tematem były wina z Toro. Przyznam, że nie miałem do tej pory zbyt wiele szczęścia do win z tego regionu. A ponieważ te kilka, które piłem mi nie smakowały, to po kolejne nie sięgałem. Pamiętam jednak, że kiedyś hitem sklepów była Finca Sobreno ( zresztą mi też dość smakowała ) i do tego wina postanowiłem wrócić. Ależ mi wstyd było przed samym sobą. Finca okazała się porażką na całej linii. Ciężka, nudna, totalnie bez polotu. Mogła powstać w dowolnie wybranych kraju, zrobiona przez winiarza mającego dostęp do walizki z przeróżnymi ulepszaczami. Nie wykluczam jednak, że ktoś szukający win muskularnych i przesadzonych będzie z Sobreno zadowolony.
Mam wrażenie, że Toro jest regionem dopiero szukającym swojej tożsamości. Na razie chyba bardziej niż na apelację warto patrzeć na osiągnięcia konkretnego winiarza.

Rożne doświadczenia kolegów próbujących win z Toro w linkach poniżej:
Jongleur - ciekawie, bo na różowo
Sstarwines - podobno podobne do Zinfandela
Wine Tasting - nie porwało pomysłodawcy tego odcinka
Bordowe - pili hit biedronkowy, również moim zdaniem wino się broni w kategorii cena/jakość
Winniczek - Toro z pieczonym udźcem sarnim!
Uncle Matt i Czerwone czy białe - dwa spojrzenia na to samo wino
Winne przygody - butelka raczej odradzana, ku przestrodze


poniedziałek, 19 marca 2012

Rinascimento 2010

MIERNE, 53 PLN
Dobry pomysł, świetna etykieta, uczciwa cena, obrotny producent, a efekt ... zobaczcie.
Rinascimento czyli renesans to nazwa brzmiąca tak poważnie jakbyśmy mieli mówić o najdroższych Supertoskanach. Tymczasem jest to wino za skromne pięć dyszek. Jeśli dobrze rozumiem autorów wina, to chcieli oni, również przez nazwę, wskrzesić mniej znane toskańskie szczepy będące zazwyczaj tłem dla Sangiovese. Odmiany Colorino, Ciliegiolo czy Foglia Tonda służą jako kilkuprocentowe uzupełnienie win z Chianti, na "niepodległość" wybijają się rzadko, choć mi się kiedyś butelka trafiła. Właśnie tych szczepów użyto do stworzenia Rinascimento. Choć wspomniane odmiany żyją w cieniu Sangiovese, to trzeba uczciwie przyznać, że są równoprawnymi mieszkańcami Toskanii. Dlatego pomysł winiarzy, aby przesunąć je z drugiego na plan pierwszy bardzo mi się spodobał.
Za niebanalnym wyborem odmian nadąża ciekawa etykieta. Różne jej wersje przedstawiają twarze prawdziwych winemakerów. Widać, że panowie nie są modelami, ich siłą jest autentyczność. Naprawdę dobry pomysł.
Niestety na tym dobre pomysły w Rinascimento się kończą. Zawartość bardzo rozczarowuje. Wino nie ma ani rysu toskańskiego, ani włoskiego, ani nawet europejskiego. Smakuje jakby zrobił je Chilijczyk w pierwszym roku swojej działalności. Ciężkie, nudne, przesadzone, męczące. Co gorsze, mam wrażenie, że taki był zamysł winiarza. Szkoda tego zgrabnego pomysłu.

Zestaw odmian podaję za kontretykietą i stroną producenta ( proporcje nie są wyszczególnione ). Na stronach importera jest nieco inny zestaw, a różnice jak mniemam wynikają z różnych roczników.

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Darmowe bąbelki z Makro

MIERNE
Wszyscy otrzymaliśmy kiedyś nietrafiony prezent. Sytuacja ambiwalentna, z jednej strony to miłe, że komuś chciało się o nas pomyśleć, a z drugiej szkoda, że podarunek nie trafił w gusta. W sytuacji takiego feralnego darczyńcy postawiła się sieć Makro. Makro, w ramach akcji promocyjnej "Pożegnanie lata", podarowało kilku blogerom flaszki do degustacji. Ja również załapałem się do tego projektu, co miło połechtało moją próżność. Ucieszyłem się tym bardziej, że wśród trzech podarowanych win, znalazły się dwa, które pijam z radością i w dużych ilościach: piemonckie Moscato d'Asti oraz Prosecco. Wina doskonale wpasowujące się w konwencję pożegnania lata, ponadto pijamy je zdecydowanie zbyt rzadko, zatem przypominać o nich nigdy dość.
Niestety oba te wina są książkowym przykładem jak Moscato i Prosecco smakować nie powinny. W przypadku Moscato Alte Bianche Rocche winny może być rocznik - 2009. Dla tego najlżejszego z win dwa lata, to już wiek niemal emerytalny. Jeśli była w nim kiedykolwiek świeżość oraz ożywcze bąbelki, to już dawno gdzieś zniknęły. Z Moscato pozostał jedynie niski poziom alkoholu i sporo słodyczy, co przy niskiej kwasowości dawało wrażenie ulepku. Prawdopodobnie najsłabsze Moscato d'Asti jakie piłem kiedykolwiek, a już porównując je na przykład z genialnym Moscato od Icardiego trzeba powiedzieć, że to nawet nie inna liga, ale wręcz inny gatunek.
W przypadku Prosecco nie było wcale lepiej. Czego oczekuję od Prosecco? Świeżości, rześkości, zwiewności, braku powagi, aromatów cytrusowych, słowem warunków jakie powinno spełniać idealne wino na letnie przedpołudnie. Prosecco Valmarone niestety zabrakło wymienionych wyżej cech świeżości. Sprawiło wrażenie smutnego, zgaszonego i przyciężkiego. Nie było może jakieś tragiczne, ale frajdy z picia go nie miałem wcale. Najlepsze co można zrobić z tym Prosecco to dodać je do Aperolu.

I w ten sposób pogryzłem rękę, która mnie nakarmiła. Głupio wyszło.

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Enate Tempranillo/Merlot 2010

MIERNE, 5 EURO

W książkach dla początkujących winomaniaków, w rozdziale traktującym o tym, gdzie należy robić zakupy, zdecydowanie odradza się stacje benzynowe. Powodem jest możliwość przeniknięcia niepożądanych zapachów paliwa do butelki wina. Podręczniki nic jednak nie wspominają o sklepach z chemią gospodarczą i z perfumami. Wiem, że część polskich sklepów sieci Rossmann zaczęła sprzedawać wina. W moich stronach jeszcze tego nie widziałem, zetknąłem się jednak w Niemczech. W tamtejszym Rossmannie zobaczyłem zaskakująco szeroki i zupełnie niezły wybór win za rozsądne pieniądze. Obawiając się, że wszystkie wina mogą pachnieć kremem Nivea, skusiłem się tylko na jedną flaszkę.
Zwyciężyła niestety asekuracja, sięgnąłem po sprawdzonego, również w Polsce, producenta. Enate uważany jest za czołówkę stosunkowo mało znanego regionu Somontano. Niestety próbowana butelka nie była w stanie potwierdzić tej dobrej opinii. Piszę celowo "butelka", a nie "kieliszek". Wyglądało to tak, że pierwszy łyk okazał się nokautującą bombą owocową. Jakiś koncentrat jeżyn i porzeczki, naprawdę przesmaczne. Cóż z tego skoro, z niezrozumiałych dla mnie powodów, w drugim kieliszku nie było literalnie nic. Jakbym pił jakąś anonimową czerwoną ciecz. Nie wiem gdzie wino uciekło. Wnioskując warto to wino rozlewać podczas przyjęć tak, żeby dla każdego starczył ledwie kieliszek, goście powinni być pod wrażeniem. Ale jeśli chcecie spędzić z winem cały wieczór, to lepiej wybierzcie inną butelkę.



wtorek, 17 maja 2011

Vespral Reserva 2006, Vespral Gran Reserva 2005

MIERNE-, 14 i 15 PLN
Winne wtorki rozrastają się. Nie tylko pisze nas coraz więcej, ale dziś na tapetę wzięliśmy nie jedno, a dwa wina. Tym razem wina zaproponował Mariusz, nieformalny ambasador sieci sklepów Lidl na Polskę, a przynajmniej działów winnych w tychże dyskontach. Sam kierunek, czyli tanie, czerwone Hiszpańczyki, uważam za bardzo dobry. Znacznie łatwiej kupić dobre i niedrogie wina z Półwyspu Iberyjskiego niż z jakiegokolwiek innego miejsca świata, wliczając wszystkie Chile, Gruzje i Mołdawie. Oba Vesprale przypomniały mi nieco wina, które zdarzało mi się pić pod koniec lat 90-tych. Była to wtedy najwyższa półka, na którą sięgał mój portfel. Na szczęście od tamtych czasów sporo się zmieniło. Kupując niedrogie, czerwone wina mam nadzieję na lekkie, orzeźwiające, "sikaczowate" trunki. Nie da się przecież codziennie, a zwłaszcza latem, pić pełnych skoncentrowanych win. Gdyby Vesprale okazały się sikaczami, moje serce byłoby po ich stronie. Niestety są to wina z kompleksami. Próbują się prężyć jakby chciały udać co najmniej Rioję. Efekt jest równie komiczny jak głośne szczekanie małego kundelka. Wiem, cena za te wina nie jest wygórowana, ale za kilkanaście złotych dostajemy tylko sztuczną beczkę, ogólną smrodliwość, wyczuwalny alkohol i ból głowy następnego dnia. Jeśli już musicie sięgać, po którąś z tych flaszek, to wybierzcie lepiej tańszą Reservę. A generalnie to tanią Hiszpanię o wiele bezpieczniej kupować w Biedronie.
Pozostali winni wtorkowicze też pili:
Uncle Matt
Kontretykieta
Winne Przygody
Nasze wina
Sstarwines
Do trzech dych
Jongleur
Czerwone czy białe
Viniculture
Winna pasja
Amarone

wtorek, 5 kwietnia 2011

McGuigan Estate Shiraz 2008

MIERNE-, 50 PLN
Dwa posty temu wspominałem o inicjatywie Jakuba, aby kilka osób niezależnie od siebie opisywało w tym samym czasie jedno konkretne wino.Dziś nadszedł wtorek, a więc czas realizacji naszej zabawy. Na pierwszy ogień Mateusz i Krzysztof wybrali wino McGuigan Estate Shiraz. Powiem w ten sposób. Pamiętacie początek XIV Księgi Tytusa? Jeśli nie, to zerknijcie w górę.

Podobnie zaczynają się dla mnie Winne wtorki. McGuigan Estate Shiraz jest winem, po które niestety nie wrócę. Po otworzeniu butelka buchnęła aromatem waniliowego Danio, potem było tylko gorzej. Dominowało w nim wrazenie sztuczności. Nadęte, nienaturalne, takie jakieś smutne. Piło się bez zadnej frajdy.Nie zdziwię się jednak jeśli zwolennikom win mocarnych przypadnie do gustu. Wino jest doskonałe o ile chcemy kogoś zrazić do Shirazów, Australii, Nowego Świata czy wręcz win w ogóle.
W sumie to moze nawet fajnie wyszło, ze pierwsze "winnowtorkowe" wino kompletnie mi nie podeszło. Dzięki temu jest nieco mniej cukierkowo i chyba prawdziwiej.
Opinie kolegów przeczytacie poniżej ( listę będę aktualizował ):
Kontretykieta
Winne przygody
Uncle Matt in travel
Viniculture
Sstarwines
Czerwone czy białe
O winie
Winna pasja

poniedziałek, 21 lutego 2011

Colle al Vento Negroamaro 2008

MIERNE-, 13 PLN
Nieosiągalne pragnienie znalezienia wina taniego i dobrego zarazem, znów mnie zaprowadziło do Biedrony. Colle al Vento Negroamaro jest winem z południowych Włoch, którego główną zaletą jest fenomenalna cena. Niestety innych zalet doszukać się ciężko. Smakuje jak cienkie wino, do którego ktoś dolał spirytusu ( niezbyt mocno, ale jednak wyczuwalny). Bezzapachowe jakieś. I w ogóle takie nijakie. Nie bardzo jest się do czego przyczepić, ale i zachwycić się nie ma zupełnie czym. Napisałbym, że jest to notka ku przestrodze, ale jednak cena robi wrażenie. Jako wina nie kupować, jako solidny sok owocowy jak najbardziej. Słyszałem, że Primitivo od tego samego producenta jest całkiem znośne, może kiedyś spróbuję.

wtorek, 12 października 2010

Chablis Premier Cru Emile Durand 2008

MIERNE+, 40 PLN
Wino, które wydawało się okazją z Makro. Niestety słabizna wyjątkowa. Nie smakowało ani jak Chablis Premier Cru, ani jak normalne Chablis, ani jak zwykłe Chardonnay, ani jak prosta Burgundia, ani jak prosta Francja. Wydawało mi się, że oszczędzę kupując taniutkie Chablis Premier Cru, a tymczasem przepłaciłem za cieniutkie kwasowe wino. Chablis to dla mnie mineralność otoczona ciałkiem. W tym przypadku zabrakło obydwu atrybutów. Ku przestrodze...

niedziela, 8 sierpnia 2010

Primitivo di Salento Il Vecchio Casato 2009

MIERNE -, 1 Euro
Apulia bardziej niż z winem kojarzy się ze śmiesznymi domkami Trulli przypominającymi chatki Smurfów. Tymczasem, co zaskakuje, jest to jeden z regionów produkujących najwięcej wina w Italii. Słowem kluczowym jest tu rzeczywiście "produkcja". Choć coraz więcej winiarzy z Apulii zwraca baczniejszą uwagę na jakość swoich win, to jednak zdecydowana większość trunków jest robiona pod kieszeń Tubylców, a nie japońskich turystów. W ilościach wręcz przemysłowych taniutkie wina trafiają później na dolne półki włoskich hipermarketów. Z zupełnie niezrozumiałych dla mnie powodów część klientów podczas zakupów decyduje się na wybór soku pomarańczowego za 1,30 Euro gdy dwie półki dalej ma za jednego eurasa zupełnie zgrabnie sfermentowany sok winogronowy. Wina takie spokojnie mogą startować w prowadzonej przez koleżankę po blogu kategorii "win za dychę", czy wręcz stworzyć osobną "win za pół dychy". Wiem, wiem, wygląda to nieco alpagowato, ale to tylko pozory. Da się za takie pieniądze zrobić napoje więcej niż przyzwoite czego przykładem choćby tytułowe Primitivo. Miało ono fajną koncentrację owocu, sporą zawartość alkoholu, a po delikatnym schłodzeniu smakowało naprawdę całkiem całkiem. Polecam podobnym do mnie sknerom wizytę w Auchan, włoskim Auchan. Czekam chwili gdy i u nas da się kupić tak sympatyczne soczki winem zwane. Ale do tego trzeba spełnić kilka warunków. Musimy stać się krajem naprawdę winiarskim, w którym rodzimych winnic jest więcej niż dwie. Złodziejski Rząd ( niemal każdy jest złodziejski skoro dużo więcej zabiera niż daje ) powinien przystopować z podwyżkami podatków i traktowaniem wina jako dobra luksusowego. I przede wszystkim aby wywołać efekt skali, sami powinniśmy pić więcej niż statystyczne 2 litry wina na głowę rocznie. Zatem DO DZIEŁA!