Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chorwacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chorwacja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 lutego 2012

Dingac, Vinarija Dingac 2007

WYŚMIENITE+
Gdybym Dingacem nie został poczęstowany, to z pewnością bym po niego nie sięgnął. Chcąc, nie chcąc, zanadto myślę stereotypami i ufam własnym uprzedzeniom. Zniechęciły mnie etykieta, opis i cena.
Na etykiecie widnieje uroczy, choć dość kiczowaty, rysunek osiołka. Winom ze zwierzątkami na etykiecie ufam w sposób ograniczony. Od etykiety znacznie gorsza okazała się kontretykieta radośnie informująca, że wina zawiera 15,2% alkoholu i jest półwytrawne. Na koniec trzeba powiedzieć o cenie. Dingac kosztuje powyżej 100 złotych, co jest kwotą konkretną, a biorąc pod uwagę chorwackie pochodzenie wina, nawet bardzo konkretną.
Ale to wszystko zewnętrzność. W środku wino okazało się nie tylko przepyszne, ale i odkrywcze. Alkohol był zupełnie niewyczuwalny, smakowało wręcz jak wina ze znacznie mniejszą zawartością procentów. Zatem o żadnym zmęczeniu winem nie mogło być mowy. Po pierwszym kieliszku z chęcią sięgnąłem po drugi i trzeci. Dingaca warto kupić zresztą choćby dla samego zapachu. Bardzo łatwo wyczuwalne aromaty siana plus rajskie jabłuszka, najlepiej pewnie na tym sianie zjadane, oczywiście w towarzystwie osiołka. Takie piękne, letnie zapachy w środku zimy, to niemal tortura.
Bez dwóch zdań to najbardziej smaczliwy Plavac Mali jaki piłem do tej pory, zdecydowanie polecam.
Swoją drogą ciekaw jestem ile win niesłusznie omijam tylko dlatego, że mają durną etykietę bądź nazwę.

niedziela, 6 listopada 2011

Kutjevo Grasevina 2009

SMACZNE+
Makro ma stalowe nerwy. Różnie ( częściej słabo ) opisuję ich wina, na warsztaty nie przyjeżdżam, a oni wciąż jeszcze nie skreślili mnie ze swej listy. Dzięki temu otrzymałem z Makro flaszkę wina, z regionu przeze mnie zupełnie nieznanego. Kutjevo jest podobno najlepszym winiarsko regionem chorwackiej Sławonii, zaś Grasevina jest odmianą najlepiej tam się udającą. Znaczy po gwiazdorsku będzie, pomyślałem. Blichtru dopełniła wypaśna skrzyneczka z akcesoriami młodego winomaniaka, w której buteleczka przyjechała. Z podpisu na skrzynce dowiedziałem się, że importuje je Guccio Domagoj . Przyznam, że otwierałem butelkę bez większych nadziei, bo nieznana odmiana i region, bo akcesoria, a na koniec jeszcze ten Guccio. Tymczasem Grasevina okazała się winem wyjątkowo zgrabnym. Pijąc ją miałem wrażenie przechadzania się po pobliskim targu. Całe mnóstwo aromatów dojrzałych jabłek, może gruszek, moreli. Raczej z gatunku tych pełnych, nie przepływających przez usta. Wino bardzo jesienne, idealnie skrojone pod tegoroczny, pięknie słoneczny, listopad. Trochę nostalgiczne, ale do smuty jesiennej mu daleko. Zdecydowanie warto.