Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smaczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smaczne. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 października 2013

Maiastru Feteasca Neagra 2010

SMACZNE, 35 PLN
Kiedy na Winny Wtorek zostało zaproponowane przez Blurpppa wino rumuńskie, to prawie podskoczyłem z radości. W końcu to miła odmiana od tej ciągle pitej włoszczyzny. Entuzjazm przeszedł, amnezja się włączyła i w ten sposób wylądowałem z notką z tygodniowym opóźnieniem. Całe szczęście, że są dobrzy ludzie na świecie i zostałem poczęstowany w Whisky and Wine Place naprawdę miłym winem rumuńskim.
© Maciej Wiczyński z w Whisky and Wine Place
Maiastru z odmiany Feteasca Negra okazało się w piciu łatwe, ale nie głupie. Widać, że nie udaje czegoś czym nie jest. Napisałbym, że nie ma przesadnych aspiracji, ale dla niektórych zabrzmiałoby to jak potwarz. Lekkie, bardzo owocowe i nieco korzenne. Wyczuwalna papryka, rabarbar i sporo wiśni. Ale nie jest to wiśnia jak z przepakowanych Chianti. Nazwałbym ją zimną wiśnią bardziej kojarzącą się z Piemontem. I chociaż mam świadomość jak to zabrzmi, to powiem, że Maiastru pachniało mi lepiej niż niejedno Barolo ( a ściślej produkt barolopodony sprzedawany za 30 PLN ). W ustach najdłuższe nie jest, ale naprawdę daje radę. Zdecydowanie warto.

Inne wina z Rumunii pili:
Blurppp prowadzi przez szczepy rumuńskie
Pisane winem pił białe monstrum

sobota, 28 września 2013

Woodhaven Cabernet Sauvignon 2010

SMACZNE, 40 PLN
Świetny marketingowo pomysł z opisem wina na etykiecie zamiast na kontretykiecie. W sklepach samoobsługowych może być to bardzo użyteczne. Proponuję rzecz uprościć jeszcze bardziej ( mam nadzieję, że pierwszy na to wpadłem ) i zamiast tekstu wrzucić obrazki spodziewanych aromatów, dopiero by potencjalnym klientom ślinka ciekła. W całym opisie zabrakło mi aromatu wybijającego się na pierwszy plan więc dodałem go na fotce.
Woodhaven jest winem pełnym w ustach, mocno owocowym, ciężkawym, ale nie przyciężkim. Przy tym wszystkim taniny są okrąglutkie, nie szarpią nic a nic. Bez problemu będzie smakować osobom odrzucającym, ze względów dogmatycznych, wina wytrawne. Ta słodycz może dobrze zagrać z pieczoną papryką nadziewaną mięsem. Wino bardzo poprawne, ale co tu kryć fajerwerków w nim nie znajdziemy. Podobne doznania daje o połowę tańsze Montepulciano z poprzedniej notki.

czwartek, 26 września 2013

Lupi Reali Montepulciano d'Abruzzo 2012

SMACZNE, 17 PLN
Wino z wilkami na etykiecie to aktualny przebój Biedronki. Nie jest to do końca moja bajka, ale obiektywnie muszę przyznać, że jest to smaczne i bardzo pijalne wino. Niewiarygodnie soczyste, pełne, bardzo owocowe. Wszystkiego jest tak dużo, że...aż za dobrze. Słodkawa końcówka tego wina skojarzyła mi się z moją brzydką cechą. Gdy wypiję za dużo to czuję w ustach słodki smak. Wtedy wiem, że to już mój limit i trzeba natychmiast skończyć. Głupie uczucie kiedy wyczuwam to już przy pierwszym kieliszku. Ma to być jakiś znak, żeby sobie odpuścić całą butelkę? Nie odpuściłem, ale mniejsza o to.
Lupi Reali jest tak krągłym i łatwym w odbiorze winem, że można je pomylić z jakimś niezłym winem nowoświatowym. I w tym widzę jego największą zaletę, może uda się jakieś duszyczki dzięki niemu nawrócić na wina europejskie? Etykieta jest przyozdobiona w certyfikaty organiczności, czyli plusik kolejny. Jedyna rzecz, której nie rozumiem to cena, naprawdę świetna. Do Biedronki marsz!

wtorek, 20 sierpnia 2013

Miolo Pinot Noir Reserva 2010

SMACZNE+, 49 PLN
Pyszniutkie, okrągłe, niesamowicie soczyste i do tego naładowane owocami. Takich określeń rzadko się używa do opisywania win z pinot noir. Częściej przeczytamy, że wino jest wycofane, nienachalnie eleganckie albo, że dla koneserów. Takie próby usprawiedliwiania tego genialnego szczepu. Szczerze mówiąc też wolę te wycofane pinoty, ale Brazylijczyk ze zdjęcia zasmakował mi wyjątkowo. Różnica między nim, a burgundzkim ideałem nie jest aż tak przejaskrawiona jak między panią kręcącą pupą na sambodromie, a elegancką Francuzką, ale coś jest na rzeczy. Świetne wino z kategorii "pinot dla początkujących" ( czyli również dla mnie ). Trafimy bez pudła jaki to szczep. I jaśniuteńka barwa i paleta aromatów ( truskawki, maliny ) nie pozostawiają wątpliwości co pijemy. Nie ma w nim jednak nut stajennych i zwierzęcych, które niektórym przeszkadzają w odbiorze pinot noir. Krótko mówiąc naprawdę smaczne wino i warto.
Wszyscy mamy zakodowane kilka symboli kojarzących się z Brazylią. Niestety jednym z nich nie jest wino. Chciałoby się napisać, że na razie nie jest. Obawiam się, że nieprędko się to zmieni. W ubiegłym roku miałem okazję rozmawiać z kilkoma winiarzami stamtąd i poznać również cenniki win. O ile wina są jak wszędzie lepsze i słabsze, o tyle ceny zaskakują; większość win brazylijskich jest po prostu bardzo droga. Pewnie jakiś wpływ ma na to wielkość winnic, średnio raptem 2 ha, to nawet w Polsce nie byłaby wielka winnica. Nie ma porównania z takim Chile, gdzie o winnicach wielkości 300 ha mówi się, że to rodzinny biznes. Dość przyzwoita cena opisywanego przeze mnie wina może wynikać z tego, że Miolo to jeden z największych graczy. Oczywiście piłem lepszą Brazylię - ogromnie polecam Lidio Carraro, ale ceny są po prostu od czapy. Kibicuję winiarskiej Brazylii i jestem niesamowicie ciekaw gdzie będą za na przykład 10 lat. Mocno wierzę, że powtórzą sukces Chile i Argentyny i wkrótce ich wina nie będą traktowane jako ciekawa egzotyka. Życzę im tego.

A notkę dedykuję Cleusie, która jest fanką kiełbasy krakowskiej, Carlosowi, który dawał mi jeździć swoim skuterem i Lindomarowi, który mógłby być Brazylijczykiem z folderów reklamowych. Świetny naród!

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Poderi Angelini Rosato Salento 2012

Etykieta zamiast świateł odblaskowych
SMACZNE+,35 PLN
Czy to nie jest paradoks, że miejsca kojarzące się z upałami słyną z win czerwonych, a te bardziej północne, gdzie trzeba się czasem rozgrzać, z białych?
Nie znaczy to jednak, że Południowcy muszą importować niemieckie rieslingi, żeby czymś ugasić pragnienie w lecie.
Bardzo udanym pomysłem na lato jest różowe, apulijskie negroamaro ze zdjęcia. W sumie to, że jest różowe można odgadnąć po cudnie żarówiastej etykiecie. Wino dość łatwe, ale na pewno nie głupie. Obok spodziewanych aromatów truskawkowych i malinowych wyczuwało się wyraźną pieprzność. Wyjątkowo sympatycznie drapało po gardle. Bardzo daleko mu do klasycznej różowej landrynki, która może i ma swoje plusy, ale nudzi się szybciutko. Jeśli wrócą upały i będę potrzebował alternatywy dla czerwonych, to raz jeszcze sięgnę po to negroamaro.

Winem zostałem poczęstowany w lubianej przeze mnie Winotopii.

wtorek, 6 sierpnia 2013

Clementina Guasti Clemente 2011

SMACZNE, 39 PLN
Wiadomo, że nic tak w upalny dzień nie chłodzi jak białe wino chłodzi. Wszystko dobrze pod warunkiem, że ciepełko nie trwa wiecznie. Bo niby mamy zupełnie na całe wakacje z czerwieni zrezygnować? Miałem właśnie okazję przetestować rozwiązanie czyniące wina czerwone łatwiej akceptowalnymi w lecie. Mam na myśli delikatne musowanie wina. Musowanie to zresztą dość mocne słowo na określenie tego łagodnego szczypnięcia w język jakie daje ta Barbera frizzante. Frizzante kojarzy mi się z mniej poważnymi, a raczej wyluzowanymi winami. Tymczasem tu mamy poważny szczep - Barbera i ogromnie poważny region - Piemont, producent też raczej konserwatywny ( ostatnia notka na www w kategorii NEWS pochodzi z 2010 roku :)  ) Bardzo smaczne wino z aromatami owoców leśnych i śliwek. Choć zapach ten wydaje się mało letni, to wino sprawiło się bardzo dobrze. Zwłaszcza w połączeniu z pasztetem z zająca ( kolejna klasycznie letnie potrawa;) ). Nie mam wątpliwości, że bąbelki sporo pomogły, bez nich byłoby nudnawo.
Gdyby ktoś miał wątpliwości kiedy pić to wino, to zerknijcie na etykietę. Pani z obrazka jest ewidentnie gorąco.

niedziela, 4 sierpnia 2013

Alandra Branco Esporao 2012

SMACZNE, 15 PLN
Nie jest to wino, które zapamiętam na całe życie, ale póki jest w Biedronce, to trzeba je kupować. Świetna ilustracja biedronkowego hasła reklamowego "dobre wino nie musi być drogie". Za piętnastaka dostajemy świeże, bardzo kwiatowe i po prostu smaczne wino. Alkohol utrzymany w ryzach - 12,5%, kwasowość w sam raz, jest po prostu dobrze. Nie wiem na ile wpływ na moją ocenę miało ciepełko na dworze, ale w końcu wina białe pije się gdy jest ciepło. Alandra jest winem może i prostym, ale z pewnością nie głupim. Bardzo warto.Wino pochodzi od portugalskiego giganta winnicy Esporao ( ten sam, który robi hiciora Monte Velho ). Jeśli Biedra będzie kontynuować współpracę, to czekam na kolejne, ciut wyższe, pozycje. Oraz na Alandrę sprzedawaną w kartonach, to mógłby być prawdziwy hit.

poniedziałek, 8 lipca 2013

Gewurztraminer Kendermanns 2012

SMACZNE+, 25 PLN
Centrum Wina po ostatnich zmianach robi dziwne ruchy w swojej ofercie. Wyleciała świetna Kalifornia i Australia, Burgundia się kurczy, za to w witrynach straszy hipermarketowe Black Tower. Dziwna to polityka kiedy sklepy specjalistyczne ścigają się z Biedronkami. Czasem jednak można na tym skorzystać, na przykład kupując gewurztraminera z Palatynatu za niecałe 25 PLN. To nie jest wino, które zapamiętam na całe życie. Ale nie można mu też absolutnie niczego zarzucić. Bez wyczuwalnego cukru resztkowego, z kaczką weszło idealnie. Pachnie nienachalnie, ale elegancko. Bardzo smaczliwe.  W ciemno wyceniłbym je wyżej. Pije się je z niekłamaną przyjemnością, bardzo polecam. W tej cenie chyba nie znalazłem równie dobrego gewurza w dyskontach. Zatem nie bójmy się wchodzić do sklepów specjalistycznych.
Dopóki ich żabki i biedronki nie zjadły jeszcze...

środa, 3 lipca 2013

Spatburgunder trocken Sommer 2011

SMACZNE+, 56 PLN
Chociaż Niemcy są naszymi sąsiadami ( na dobre i na złe ), to znaleźć sensowne niemieckie wino w Polsce jest sztuką. A już sensowne czerwone, to wyczyn nie lada. Nie rozumiem czemu w Warszawie jest więcej Pinot Noirów z Chile niż z RFN. Człowiek się musi nabiegać po sklepach, żeby i tak na koniec trafić do starego, dobrego Jung & Lecker. To spotkało i mnie przy okazji ostatnich Winnych Wtorków. Dzięki temu, że teraz była moja kolej zaproponować coś do picia, musiałem odkurzyć bloga. Mniejsza zresztą o kontekst. W Jung & Lecker kupiłem wino całkiem w miarę i spróbowałem świetnego, które polecić trzeba. Najpierw to, którego całą butlę osuszyłem.
Lubię wina o takiej brudnej barwie, od razu wiadomo, że jest szczere i nie próbuje się łasić. Rześkie, owocowe, jakieś takie leśne. Po prostu dobre. Nie tylko na lato, ale również do ciężkiego mięsa jedzonego latem. Wiem czym pachnieć powinien Pinot, tu obok zestawu standardowego wyczułem ogromną dawkę pieprzu. Zdecydowanie polecam.
Już po zakupie wina zostałem poczęstowany kieliszkiem starszego spatburgundera z tej samej winnicy (to ten z prawej). Oprócz tego, że wiekowy (2008), to podobno grona lepiej przebierano i wino jeszcze schowano w baryłce. Mniejsza o to jak było, efekt jest naprawdę świetny. Wino kosztuje 63 PLN i jest warte każdej złotóweczki. Nawet osoby, które sceptycznie podchodzą do beczkowania tej odmiany winogron, z pewnością by się po spróbowaniu przekonały. Obok świeżości wino miało swój charakterek, a może już nawet charakter.  63 złote to nie jest mało, ale gdyby ubrać wino w fajniejszą etykietę i podpisać, że urodziło się w Burgundii, to spokojnie można za nie krzyknąć drugie tyle. Brać póki jest!
Ostatnie zawołanie jest też trochę wołaniem do sklepu. Mam wrażenie, że oferta Jung&Lecker przeszła ostatnio jakąś drastyczną dietę. Mam nadzieję, że albo to tylko wrażenie, albo, że przejściowe. Tak czy inaczej warto ich czasem odwiedzić.Tym bardziej, że wina można spróbować na miejscu płacąc niewielkie korkowe ( a w poniedziałki i wtorki to nawet bez korkowego ).
Koledzy winnowtorkowi pili inaczej:
Kuba testował też sąsiadów, ale z południa
Winniczek bardzo sezonowo pił pod grzybki
A drugi Kuba wypił doskonałego Niemca, którego znam i to ja powinienem opisać:)

wtorek, 23 kwietnia 2013

Miselle Colombard/Gros Manseng 2012

SMACZNE+, 30 PLN
Gaskonia nie jest pierwszym regionem Francji, który przychodzi mi na myśl w kontekście winnym. Nie jest również drugim, ani trzecim, ani pewnie nawet dziesiątym. Słyną z armaniaków, a być może szkoda, że win z tamtych stron spotykamy niewiele w naszych sklepach. Producent wina ze zdjęcia pisze o nim, że jest to "typowe wino gaskońskie". Jeśli tak wyglądają typowe gaskończyki, to ja chcę ich dużo, dużo więcej. Miselle Colombard/Gros Manseng to przede wszystkim bomba owocowa. Pełne aromatów grejpfrutowych, cytrynowych, a zaraz po otwarciu bucha brzoskwinią. Bardzo świeże, bardzo rześkie, z przyjemnie niskim alkoholem - ma zaledwie 11,5%. Kwasowość świetnie się zgrywa z cielistością, po prostu elegancko ułożone. Teraz, kiedy w końcu nadeszła normalna temperatura, będzie u mnie rządzić.
Ani miejsce pochodzenia, ani dość egzotyczne szczepy winogron, nie sprawiają, że musimy przepłacać za markę. Wolę takie uczciwe wina, z teoretycznie drugoligowych miejsc, od dyskontowych udawaczy wielkich apelacji. Okazuje się, że jak się dobrze poszuka, to można wyhaczyć niezła perełkę również na obrzeżach winiarskiego świata. Tylko trzeba chcieć poszukać. A to, że wino się łapie do kategorii do trzech dych, to już rewelacja.

Wino otrzymałem do spróbowania od importera - Winiarni Winotopia, za co uprzejmie dziękuję. 

niedziela, 21 kwietnia 2013

Shiaccianoci Vigne e Vini 2003

SMACZNE+, 43 PLN
Z winami, które wydają się być nad wyraz wiekowe, zawsze mam kłopot. Kupić ryzykując wtopę? Nie kupić i wciąż sobie w myślach wypominać, że się mogło spróbować? Tak miałem i w tym przypadku. 10-letnie negroamaro to wiek już dość dojrzały. Nie wiadomo czemu do tej pory się nie sprzedało, nie wiadomo jak było przechowywane i t.p. Warte jednak było ryzyka, nie tylko dlatego, że okazało się smacznym winem. Schiaccianoci oznacza dziadka do orzechów ( jeśli jesteście w stanie to rozpoznać w dłoniach na etykiecie to winszuję ). Nie wiem jak z orzechami, ale z winem dziadek poradził sobie dość zaskakująco. Obok, nie budzących zdziwienia, aromatów balsamicznych oraz przejrzałego owocu, wino powaliło mnie na łopatki  nutami kwiatów wiosennych. Nie mam pojęcia czy były w butelce czy tylko w mojej pijanej głowie. W każdym razie dla tego zaskoczenia warto było kupić butlę.
Notka trochę bez sensu ( jak większość zresztą ), bo wątpię, żeby gdzieś w przyrodzie ostała się druga tak stara butelka tego wina. Ale jeśli jednak ją znajdziecie, to wiecie co robić.

sobota, 30 marca 2013

Tanie Cotes du Rhone z Lidla

Takich win bym oczekiwał więcej na półkach supermarketów i dyskontów. Porządne, naprawdę codzienne i zwyczajnie smaczne. Nie oferują niewiarygodnych emocji, ale jako towarzysz obiadu są w sam raz.
Kosztujące 17 PLN Cotes du Rhone Fruite 2011 jest bardzo owocowe, lekkie, świeże. Taki codzienny kompocik bez wielkiej budowy, ale sprawiający radość. Etykieta i zawartość są bardzo spójne. Ma być lekko i bez napuszenia i tak właśnie jest.

Inną bajką jest Cotes du Rhone Villages 2011. To bardzo porządne wino, trochę oldskulowe, nie próbujące się do nikogo łasić. Gorzkawe, delikatnie taniczne, niezbyt kwasowe, a przy tym wszystkim naprawdę owocowe. Nie wygląda nazbyt muskularnie, ale pomimo tego lepiej pić je do obiadu, a nie do telewizora. Nie do końca rozumiem czemu jest o 2 złote tańsze od pierwszego choć smakuje na 10 złotych więcej. Tak czy inaczej warto je kupić. Nawet w większych ilościach, bo pewno znów zniknie.

Oba wina są, po przerwie, dostępne w Lidlu. Zresztą pojawiło się tam więcej nowości o czym wkrótce.

wtorek, 5 marca 2013

Chateau Tour de Montredon 2010

SMACZNE-, 25 PLN
Chateau Tour de Montredon to dla mnie niemal wspomnienie dzieciństwa. W końcówce lat 90-tych było jednym z nielicznych win z apelacją, na które mogłem się czasem szarpnąć. Wtedy mi smakowało jak nie wiem co, dziś trochę mniej. Fajnie o rozczarowujących wspomieniach możecie poczytać w felietonie Wojtka Bońkowskiego.
Do Corbieres z fotki wróciłem za sprawą Kuby, który zaproponował ten region jako temat Winnych Wtorków. Nie ma się co o nim rozpisywać, ale trzeba powiedzieć, że jest to naprawdę smaczne wino. Raczej się go nie zapamięta na całe życie, ale jako przyjemny towarzysz posiłku sprawdza się świetnie. Trochę staroświeckie, ale w tym dobrym sensie, bardzo bezpieczny zakup. Owocowe, gorzkawe z wyraźną taniną. Do wypicia na ławce za ostre, ale do padlinki pasuje idealnie.
Kosztuje mniej więcej tyle ile kosztowało kilkanaście lat temu. Wtedy jednak siła nabywcza mojego portfela była jeszcze niższa. Sporo się ostatnio mówi o tym czy osoby rozpoczynające swą winną przygodę od tanich win raczej się zrażą do tego trunku czy w nim rozsmakują. Przeważa ta druga opinia, którą w pełni podzielam. Na swoim przykładzie widzę, że rozpoczynanie od Chateau Tour de Montradon ( między innymi ) nieźle wciąga w zabawę winami. Polecam.
Koledzy pili trochę ambitniej niż ja:
Kuba z Wine Tasting
Kuba z Czerwone czy białe
Chłopaki z Winnych Przygód
Irek jako Blurpp

czwartek, 28 lutego 2013

The Tapas Wine Collection Verdejo 2011



SMACZNE+, 23 PLN
Pierwsze knajpy, które zaczęły pisać listę dań kredą na tablicy wniosły mnóstwo świeżości i jakże potrzebnego luzu. Tam zwyczajnie chciało sie wchodzić. Odniosły taki sukces, że od razu znalazły liczne ( zbyt liczne! ) grono naśladowców. Teraz chyba ciężej znaleźć lokal z menu tradycyjnym niż pisanym na bieżąco. Oczywiście tablica kredowa w wielu przypadkach oznacza tylko element wystroju, a nie zapewnienie o świeżości asortymentu. Dość wkurzające. Nie odbiera mi to jednak dobrych skojarzeń z takim typem komunikacji z klientem. Dlatego musiałem uśmiechnąć się na widok etkiety wina ze zdjęcia. Nie da się ukryć, kupiłem je oczami. Na szczęście w tym przypadku świeża etykieta zapowiedziała jeszcze świeższe wino. Być może to verdejo jest już ciut starawe, ale wciąż warto je kupić. Pełne aromatów rześkich cytrusów, po prostu bardzo smakowite. A na dodatek ta ośmiornica na etykiecie - bomba po prostu. Pijąc wino i patrząc na tak wyluzowaną butelkę uśmiechałem się coraz szerzej. Warto.
 


wtorek, 19 lutego 2013

Garofoli Farnio 2011


SMACZNE, 34 PLN
Winne Wtorki znów wracają do Włoch. Tym razem za sprawą Winniczka mamy pić wina z apelacji Rosso Piceno bądź Rosso Conero. Kierunek zupełnie nieoczywisty i bardzo dobrze, bo ileż to można pić Toskanii czy Veneto. Trochę szkoda, że win z Marche jest tak mało na naszych półkach. A trochę dobrze, bo ceny tych win zaskakują bardzo pozytywnie. Zresztą nie tylko w Polsce. Wydaje mi się, że osoby nie przywiązujące się do nazw słynniejszych apelacji na etykietach, mogą dokonać w tych stronach doskonałych zakupów win rządzących w swojej kategorii cenowej.
Ja troszkę za bardzo uwierzyłem w to, że za bardzo nieduże pieniądze można dostać perełkę. Kupiłem najtańsze wino z winnicy Garofoli sprzedawane w sklepach Marka Kondrata. 34 złote to za mało by oczekiwać fajerwerków w postaci wina rzucającego na kolana. Farnio ma jednak istotną przewagę nad wieloma bardzo wysoko ocenianymi winami. Ono się po prostu nie nudzi, czuję, że mógłbym je pić niemal codziennie jako wino, które mnie nie odciąga od innych spraw. Po prostu dobra robota. Świetnie owocowe, sprawia wrażenie lekkiego, ale nie sikacza. Z pewnością w lecie będzie smakować jeszcze lepiej. Acha, składa się w 70% z Montepulciano i w 30% z Sangiovese.

Winniczek jak zwykle szaleje w kuchni i to z niejedną butelką
Winne Przygody wzięły na warsztat inne wino od "mojego" producenta.
Czerwone czy białe skorzystał z promocji.

wtorek, 5 lutego 2013

Feudo Arancio Syrah 2010

SMACZNE, 42 PLN
Wybaczcie, że tak ciągle wrzucam tu Sycylię. Tym razem jednak "przymuszono" mnie. Temat Winnych Wtorków wybrał Jongleur i chwała Mu za to. Sięgnąłem po to po co sięgnąć mogłem. Jak się szuka na ostatnią chwilę, to wcale nie jest łatwo znaleźć coś sensownego z Sycylii. Wino od wielkiego producenta Feudo Arancio. Nie jest to, ani pierwsza piątka, ani pewnie nawet setka moich ulubionych winiarzy. Syrah zrobili jednak bardzo przyzwoicie. Potwierdza to głoszoną od dawna przeze mnie tezę, że na Sycylii zwyczajnie nie da się zrobić marnego wina z Syrah. Wiem, że się powtarzam, ale dla mnie to właśnie wyspa pozostająca w cieniu Etny jest nową Ziemią Obiecaną dla Syrah. Pomińmy fakt, że Sycylijczycy dość śmiało uważają, że Syrah urodził się na Sycylii, czego dowodem ma być skojarzenie Syrah-Syrakuzy. Zostawiając na boku domniemaną etymologię muszę przyznać, że nawet jeśli Syrah się tu nie urodził, to z pewnością rozkwitł w pełni.
Syrah od Feudo Arancio jest soczysty i szczodry. Do typowych dla odmiany nut pieprznych i przyprawowych udało się "dołożyć" zgrabną owocowość. Miłe aromaty leśnych owoców przyjemnie zaokrąglone przez dojrzewanie w beczce. Spróbowałem wina z kaczką z grzybami mun ( matko, jaki ja badziew jem w robocie ) i nie zagrało. Potem popiłem Syrahem moją ulubioną gorzką czekoladę i zagrało bardzo pierwsza klasa.
Koleżanka i koledzy też pili:
Pora na wino - Nero od producenta, od którego piłem kiedyś Syrah
Pisane winem - Mariusz nie kupuje, ale pije. Szczęściarz.
To co pijemy - bardzo dobra Etna, nie umiem ukryć zazdrości.
Jongleur - pomysłodawca zabawy sięgnął po wino z jednej z najlepszych sycylijskich winnic. Zazdroszczę podwójnie.
Winniczek - popija spaghetti woźniców:)
Winne przygody - podeszli do sprawy przekrojowo


środa, 30 stycznia 2013

Campo Viejo razy trzy


Wobec Campo Viejo mam uczucia ambiwalentne. Z jednej strony znam i mi nawet smakuje, z drugiej to taki totalny mainstream. Chciałoby się ambitniej, ciekawiej, a tu wskakuje wyjątkowo oklepana Rioja. Campo Viejo sprzedawałem lata świetlne temu, kiedy jeszcze nie byliśmy w Unii Europejskiej. Wysoką cenę tłumaczyło się wtedy cłami ( co z tego, że większość win przychodziła w kontyngencie bezcłowym ), a klienci łykali te bajki jak młode pelikany. Do dziś się wstydzę tych głupawych tłumaczeń. Po wejściu do UE ceny oczywiście nie spadły. O tym jak, importujący je do niedawna, Partner Center troszczy się o wysokie ceny pisał ostatnio Mariusz ( polecam notkę ogromnie ). Partner zresztą w ogóle trochę stanął w miejscu, polecam ich stronkę - przeniesiecie się 10 lat wstecz. Teraz import opisywanych win wziął na siebie koncern Pernod Ricard. O ile Partner jest duży, to PR jest megamolochem. Źle? Trochę tak, a trochę nie. Megamoloch potrafi myśleć. Nie dość, że zjechali z cenami do poziomu bardzo akceptowalnego, to jeszcze do kontaktów z mediami wyznaczyli bardzo kontaktową osobę ( Kasiu - pozdrowionka! ).
Ale koniec z owijaczami, kto, za ile i czemu. Wróćmy do win. No cóż, piłem kilka lepszych win z tego regionu, ale i sporo słabszych.
Młode, króciutko beczkowane Tempranillo to przede wszystkim spora owocowość z wybijającymi się na pierwszym planie truskawkami. Pije się świetnie, niezobowiązujące, ale prawie poważnie. Jeśli ma kosztować poniżej trzech dyszek, to jest naprawdę ciekawą propozycją.
Reserva niestety jest winem totalnie nierozpoznawalnym. To taki ni to pies, ni to wydra. Ten mało pochlebny opis przynależy bardziej do win klasy Crianza i pewnie w ciemno tak bym typował to wino. Owocowość zupełnie zgubiona, potęgi też w nim brak. Reserva przypomina mi wizyty w sklepach budowlanych. Tam zwykle mamy do wyboru trzy kategorie produktów - najtańsze, najdroższe i średnie reklamowane jako "sprytny wybór". Zauważyłem, że najwięcej osób sięga po te środkowe produkty. Kupowanie najtańszych zostawia biedakom mojego pokroju, a na naprawdę jakościowe ich nie stać. Niestety ten środkowy wybór to często z lekka podrasowana taniocha najmniej warta swojej ceny. Nie ukrywam, że takie myśli kołatały mi się w głowie podczas picia Reservy od Campo Viejo. Wino wstydu nie przynosi, ale wolę wybrać albo tańszą wersję albo pełnokrwistą Gran Reservę.
I w ten sposób przechodzimy do Gran Reservy. Według dystrybutora to wino ma kosztować pół stówki. Prawdę powiedziawszy cena trochę odjechana. Normalnie za te pieniądze mamy co najwyżej Crianzę. I cena jest tu dość decydująca w odbiorze wina. O ile, muszę przyznać, piłem całe mnóstwo lepszych win Gran Reserva, to chyba nigdy nie trafiłem na tak smaczne wino za te pieniądze. Porządne, pełne, bogate, zdecydowanie warto połączyć z jakimś mięskiem. Warto!
  
Na koniec uwaga techniczna dla tych, którzy wstępują tu rzadziej i jeszcze nie wiedzą.
Niemal wszystkie notki powstają "pod wpływem". Piję wino tylko wtedy kiedy mam humor, gdy humoru brak, notek brak również. Proszę zatem o cierpliwość i wyrozumiałość. Powolny tryb pracy spowodowany jest nie zawsze lenistwem.

Wina Campo Viejo otrzymałem do spróbowania od Pernod Ricard za co serdecznie dziękuję. 

czwartek, 6 grudnia 2012

Mikołaj zawsze dzwoni dwa razy


SMACZNE+, 29,90 PLN
Najfajniejszy przy otrzymywaniu prezentów jest element niespodzianki. Zawsze myślałem, że im większa niespodzianka, tym lepiej. Dziś się przekonałem, że może jednak nie do końca. Bez żadnego powiadomienia odwiedził mnie rano w domu kurier z butlą wina musującego. Prezent podpisało Centrum Wina oraz DoTrzechDych. Niby nie jestem jakoś nadmiernie przeczulony na punkcie swojej prywatności, ale skoro moja Matka nie wie, że po pijaku bloguję, to skąd wie o tym Centrum Wina?
Tak to zamiast myśleć o zwykłym podziękowaniu darczyńcy ( darczyńcom? ), skupiałem się na sprawach wtórnych. W sumie to nawet liczyłem na to, że podesłane wino będzie paskudne i tym sposobem z lekka uszczypnę tajemniczego Mikołaja. Niestety, albo i bardzo stety, Cava ze zdjęcia okazała się bardzo pierwsza klasa. W pełni zrównoważona. Taka słabosilna. Pełna i owocowa jednocześnie. Bąble też w punkt trafione, idą do głowy, a nie do nosa. Wypiło się ją momentalnie. Jedno z lepszych win musujących w tej cenie jakie piłem.
Więc zamiast narzekać Mikołajom po prostu dziękuję.

środa, 5 grudnia 2012

LE PETIT SAINT VINCENT 2007 AOC SAUMUR CHAMPIGNY

SMACZNE+, 58 PLN
Mam stracha przed kupowaniem win ze starymi jeszcze banderolami. Skoro nie sprzedało się przez lata, to znak, że wino hitem nie jest. Tym razem polecił mi je sprzedawca, któremu ufam i nie czuję się oszukany. Zresztą które czerwone wino z Doliny Loary jest bestsellerem? Niestety wciąż odkrywamy te jedne z ciekawszych win Francji. Mi tak posmakowały, że w prywatnym plebiscycie uznałem w zeszłym roku Loarę za mój region 2011. Tradycyjnie jedną z atrakcyjniejszych okazji zakupowych są wina z Saumur Champigny, jest spora szansa, że nie przepłacimy za nie. W tym przypadku jakoś wyjątkowo tanio jednak nie było, choć o drożyźnie też ciężko mówić.
Le Petit Saint Vincent okazał się dość dziwnym winem jak na cabernet franc. Jeśli miał kiedykolwiek pazur typowy dla odmiany, to z wiekiem zupełnie go stracił. Została piękna owocowość, delikatność, coś na kształt pluszowości. Niski alkohol - 12,5% był niski tylko z nazwy, już nie pierwszy raz się przekonałem, że stare wina szybciej mi idą do głowy. Najciekawsze jednak było w nim coś innego. Tego samego dnia paliłem pyszne cygaro ( nie robię tego tak często jak bym chciał; hojnemu darczyńcy serdecznie dziękuję! ). Ponieważ wciąż je czułem na ubraniu, myślałem, że przytłumi wszystkie aromaty wina. Tymczasem pięknie się skomponowało z liściastymi aromatami wydobywającymi się z wina. Tak przez przypadek wyszło zupełnie niegłupie połączenie.
Wino wypiłem przy okazji Winnych Wtorków. Niestety ta edycja nie okazała się sukcesem frekwencyjnym ponieważ winniwtorkowicze mają teraz co innego na głowie, o czym przekonacie się w jutrzejszych wpisach.
Czerwoną Loarę pili również:
Blurppp
To co pijemy
Pisane winem

wtorek, 20 listopada 2012

Berek Niepoort 2008

SMACZNE+, 48 PLN


Wino Berek może się wydawać materiałem szkoleniowym dla studentów I-ego roku Marketingu. Wielki winiarz - Dirk Niepoort ( o którym pisał ostatnio Kuba Janicki ) wypuścił na rynek teoretycznie podstawowe wino. Żeby nie było nudno do projektu zaprosił plastyków z różnych krajów. Na nasz rynek etykietę zaprojektował Andrzej Mleczko. Bardzo dobrą etykietę. Wina nie da się nie zauważyć na półce sklepowej. Sukces sprzedażowy właściwie zapewniony. Tylko co to za sztuka sprzedać wino jeden raz? Rzecz w tym, żeby po nie wrócić. O zawartość zadbał Niepoort. W końcu podpisując nawet swoje podstawowe wino firmuje je swoim nazwiskiem, na wtopkę nie ma miejsca. Przyjemnie mokre w ustach. Kwasowość w sam raz, cieliste, ale też tak w punkt. Pełne aromatów owocowych. Spokojnie można wypić samo, ale z mięsem mielonym też świetnie sobie poradziło. Berek jest naprawdę dobry, ale co tu kryć, głowy nie urywa. Jednak świetne nazwiska i cały pomysł sprawiają, że wygrywają wyścig o zwrócenie naszej uwagi z konkurencyjnymi winami. Jedyną wadą Berka jest ewidentnie oszukana butelka. To niemożliwe, że pełne 0,75 litra tak szybko się kończy...

A historyjka z etykiety jest bardzo prawdziwa, czego wielokrotnie doświadczyłem. Facet z butelką winem ma z miejsca +10 punktów do atrakcyjności.

Wypiłem przy okazji Winnych Wtorków. Koledzy pili również:
Czerwone czy białe
Pisane winem
Blurppp
Winniczek
To co pijemy - brytyjska wersja Berka