Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rheinhessen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rheinhessen. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 maja 2011

Groebe Westhofener Kirchspiel Riesling Spatlese 2001

WYBITNE, 89 PLN
Otworzenie przez Niemców swojego rynku pracy dla Polaków uczciłem wypiciem sztandarowego wina naszych zachodnich Sąsiadów. 10-letni Riesling z późnych zbiorów jest doskonałym przykładem na to, że na wina z tego szczepu warto czekać. Chwilę troski miałem tylko otwierając butelkę, korek był dość wilgotny i z zewnątrz pokryty pleśnią. Szczęśliwie nie miało to najmniejszego negatywnego wpływu na wino. Gdybym miał jakimś jednym przymiotnikiem opisać tego Rieslinga, to chyba bym użył wyświechtanego słowa "perfekcyjny". Nie mam pojęcia czy da się zrobić jeszcze lepsze wino, wygląda na dzieło skończone. Aromaty doskonale ze sobą współpracują, nie odczuwa się dominacji żadnego z nich. Jest oczywiście przyjemnie wyczuwalna nafta, trochę jabłek, sporo cytryny, dojrzała pigwa, a do tego jeszcze kwiaty łąkowe. Słodycz Spatlese jest fajnie łamana orzeźwiającą kwasowością, również w tym zachowano równowagę idealną. Niby po wszystkich Rieslangach Spatlese w tym wieku możemy spodziewać się podobnych doznań, ale to jednak ten Groebe wydał mi się idealnym, może to kwestia drobnych szczegółów. Tak czy inaczej z pewnością warto odkładać na później Rieslingi ze sporą zawartością cukru, niewiele białych win zyskuje z czasem tak bardzo jak one.

środa, 14 października 2009

Eiswein Gres 2007

WYBITNE-, 14,90 Euro
Czy to jest duże faux pas zrobić Eisweina z Pinota?

Już kiedyś pisałem o genialnym pomyśle na zrobienie wina jakim jest Eiswein. Dziś znów kilka ciepłych słów o tym zimnym winie. Tym bardziej, że pogoda za oknem sama podpowiada temat.
Ale zacznijmy nietypowo, od czerwonych win niemieckich. Prawda jest taka, że nigdy nie pałałem do nich miłością. Uważałem, że jest tam po prostu zbyt zimno, aby powstała jakaś rozsądna czerwień. Pierwszy dzień ostatniego pobytu w Niemczech tylko mnie utwierdzał w tym przekonaniu. W dniu drugim zdarzyło się trafić na całkiem przyjemne Pinot Noir, zwane tu Spatburgunderem. Zaś trzeciego dnia dostrzegałem plusy w wątłej budowie i nienachalności tutejszych Pinotów. Strach pomysleć co bym o nich sądził gdybym został tam na dłużej. Niemniej, pomimo pewnych zalet, wciąż ciężko mi zrozumieć dwie rzeczy. Po pierwsze czemu wiele doskonałych siedlisk "marnuje się" próbując, nieco na siłę, sadzić Spatburgundera zamiast sprawdzonego Rieslinga. I po drugie kto jest skłonny płacić kilkanaście-20 Euro za te wina, skoro w tych cenach można dostać absolutnie wybitne pozycje na przykład z Włoch.
Winnica Gres tyle zgrabnie, co zaskakująco, połączyła determinację Niemców w uprawie czerwonych gron i ich umiejetność robienia win białych. Teoretycznie wszyscy wiemy, że sok z czerwonych winogron jest biały i bez większego kłopotu można z nich zrobić białe wino. Ale nieliczni się na to porywają. Gres się porwał i wyszło genialnie! Chociaż nie piłem zbyt wielu win lodowych w życiu, to bez kłopotu dostrzegłem przeogromną klasę opisywanego. Barwa wina, to chyba jedyny jego feler, wygląda jak brudna woda. Natomiast aromatami możnaby obdzielić kilka przyzwoitych win. Znajdziemy tu: lody waniliowe, jabłko, dojrzałą gruszkę, limonkę, pełno kwiatów ( smolinosy ), miód, winogrona. Ale najciekawsze, że wyczujemy też typowe dla Pinot Noir nuty "sierściuchowe". W ustach słodziutkie z fantastycznie delikatnie kwasową końcówką. Przewrotnie mówiąc jest to najlepsze wino jakie w Niemczech można zrobić z czerwonych winogron. Dodajmy jeszcze, że dopisało nam nieco szczęścia. W 2007 roku był zaledwie jeden dzień odpowiednio zimny by zebrać zmarznięte winogrona.
Warto również spróbować innych, mniej eksperymentalnych, słodyczy od tego producenta. Powstają one z tradycyjnego Rieslinga i z popularnej w tamtych stronach krzyżówki Huxelrebe. Zaskakująco dobrze wypadło jedno z podstawowych win winnicy - Rivaner.
Podsumowując to naprawdę przyzwoity i wart odwiedzenia winiarz, choć w przewodnikach winiarskich raczej nie błyszczy.
W Polsce niestety niedostępny:-(



środa, 30 września 2009

Riesling Auslese 1973 Jean Buscher czyli pochwała dojrzałości.

WYBITNE-
W Rheinhessen odwiedziliśmy Jeana Buscher. Dał nam się zapamiętać nie tylko dzięki francuskiemu imieniu, stworzył prawdziwe show. Rozpoczęło sie niewinnie standardowym zaproszeniem do piwnic. A tam zwyczajowo proszę szanownej wycieczki: na prawo beki drewniane, na lewo pleśń, a w kącie skarbczyk. Jean z dumą, choć bez pozy, pokazał wiekowe wina ze swojej piwnicy. Gdy już wydaliśmy z siebie ochy i achy właściciel winnicy nieoczekiwanie zapytał szefową naszej wycieczki - Anię o wiek. Ta chyba lekko oszołomiona ( kobiety są zawsze zaskoczone takim pytaniem ) grzecznie odparła, że urodziła się w 1973r. Pan Buschner uśmiechnął się, wziął omszałą butelkę z odpowiedniej półki i oznajmił nam, że w takim razie napijemy się Rieslinga z roku 1973. Przetarł z grubsza kurz i sprawnie wyciągnął z szyjki stary już korek. Gdy wszyscy obfotografowaliśmy wino ze wszystkich stron, wzięliśmy się za próbowanie. Pierwszym co przykuło naszą uwagę był kolor. Riesling był jasnozielony niczym jedna z oranżadek witaminowych (nazwa mi umknęła). Gdy wino odetchnęło i uleciały z niego aromaty ropopodobne zaczęliśmy się rozkoszować. Bardzo pełne w ustach, bogate, ale nie nudne, wciąż niezmiernie zywe. Świetnie zrównoważona słodycz typowa dla Auslese z kwasowością. Silne nuty cytrusowe, gruszkowe oraz antonówki. Po kilku chwilach niektórym z nas zaczęło przypominać napój jabłkowo-miętowy Tymbarku. Było to kapitalne przeżycie, tym przyjemniejsze, że niespodziewane. Swoją drogą Ania mogła powiedzieć, że urodziła się w 1911 :-)
Po wynurzeniu się z piwnicy czekał na nas lekki lunch i zadanie. Do każdej z czterech potraw widocznych na talerzu, gospodarz zaserwował dwa wina prosząc nas o wybór bardziej odpowiedniego. Ćwiczenie jak najbardziej pouczające. Zabawa była tym lepsza, że zapomniano dać nam spluwaczek i w okolicach ósmej próbki przekonaliśmy się, że wina z Rheinhessen potrafią również uderzyć do głowy. Całe spotkanie było przeplatane gierkami słownymi pomiędzy ojcem a synem (obaj na zdjęciu), a im dłużej próbowaliśmy tym słabsze dowcipy nas bawiły:-)
Jeśli będziecie w okolicach Bechtheim odwiedźcie tę winnicę koniecznie i na wszelki wypadek mówcie, że macie 90 lat, może uda się spróbować czegoś ekstra.