niedziela, 20 grudnia 2009

Wino grzane

Zrobienie grzańca to niemal automatyczny odruch podczas takich mrozów jak obecne. Wydaje mi się, że stworzenie pysznego wina grzanego to prawdziwe wyzwanie. Ale taki, co najmniej przyzwoity, jest bajecznie prosty. Przede wszystkim unikam grzańców gotowych. Nawet nie dlatego, że są w czymś gorsze, ale przecież cały urok polega na tym by samemu coś skomponować.
Ja użyłem prostego, a właściwie baardzo prostego półsłodkiego wina francuskiego. Półsłodkie było z nazwy, francuskie zresztą chyba również, smakowało jak czerwona woda z procentami. Ogromną jego zaletą była niziutka cena.
Po wlaniu do rondelka zacząłem nerwowo rozglądać się po kuchni myśląc co by tam można dorzucić. Padło na skórkę pomarańczową, zmielony cynamon, garść goździków, cukier waniliowy, miód i kapkę syropu malinowego. Pod wpływem tych dodatków wino zmieniło się niemal jak brzydkie kaczątko w łabędzia. Jest naprawdę pyszne. Rozgrzewa, szybko idzie do głowy i dodaje blogowej weny. Rzecz jasna, grzaniec najlepiej smakuje na dworze, nigdy nie zapomnę cudnego kuligu w Puszczy Kampinoskiej z gorącym winem... Dziś nie byłem jednak tak odwazny by wyjść i rozkoszować się nim na balkonie. Więcej ciepła nam wszystkim życzę.

9 komentarzy:

zemfiroczka pisze...

O tak! Zrobię jutro! Dzięki za natchnienie! ;)

celeste pisze...

O, to ja dorzucę swoje 3 grosze, bo robię grzańca nieco inaczej.

Najpierw wrzucam do wrzątku (około pół szklanki): goździki (8 - 10 szt.), kawałek posiekanego imbiru (niedużo - centymetr, może dwa), skórkę pomarańczową (wedle uznania), kardamon (1 szt.) i cynamon (2 szt.). To wszystko trochę gotuję, żeby smaki się wytrąciły. Potem wyjmuję przyprawy, a wywar mieszam z czerwonym winem (czerwonym półsłodkim) i podgrzewam. Dodaję kieliszek porto. Wypijam.

Polecam. Rozgrzewa i dodaje rumieńców.

zemfiroczka pisze...

Zrobiłam! Dorzuciłam jeszcze trochę soku z pomarańczy. Rewelacja.

froasia pisze...

Grzaniec :) Pycha ;) Faktycznie, może zamiast herbaty z rumem powinnam się ogrzewać grzańcem ...

Z innej paczki - dostałam dzisiaj wino Alfa Romeo. Ponieważ jestem Alfistką z przekonania, bardzo mnie ucieszyło, ale czy słyszałeś kiedykolwiek cokolwiek na temat takiego wina? A może wręcz próbowałeś?

winoman pisze...

Chyba bym nigdy o tym sam nie pomyślał, dzięki za podsunięcie pomysłu! :)

Białe nad czerwonym pisze...

@ celeste dzięki za dobre podpowiedzi
@froasia niestety nie piłe choć widziałem genialną butelkę. Rozumiem, że jest to wino musujące? BTW też jetem alfistą, chyba nawet kiedyś o tym na blogu bazgrałem

froasia pisze...

Naprawdę jesteś Alfistą? :)) Wow. To ja już teraz będę czytać każdą Twoją notkę ;) Miałam kiedyś piękną 33kę. Do dzisiaj cierpię, że już nie moja.

Wino nie jest musujące. Ma piękne scudetto na butelce. Zobacz tutaj http://www.wina.pl/Alfa_Romeo_Rosso_Monferrato_DOC_Scrimaglio,produkt,258.html Moje jest z 2004 roku.

slavkosnip pisze...

Świetny pomysł! Bardzo inspirujace! Pewnie pójdę w Twoje slady i także cos upichcę w podobnym stylu! Zdrowych, radosnych i dogrzanych świąt życzę!

Luca and Sabrina pisze...

Buonissimo il vino brulé con la scorza d'arancia! Perfetto col freddo che c'è fuori in questi giorni, è perfetto per scaldare l'atmosfera!
Un abbraccio da Sabrina&Luca