poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Miselle Colombard/Gros Manseng 2009, Miselle Merlot/Tannat 2009

SMACZNE, 25 PLN
Ostatnio hurtem wszystko opisuję. Dwa Cloudy Baye, trzy Sardyńczyki, teraz dwa Francuzy. Wygląda jakby jedna butelka dziennie przestała mi wystarczać...
Słyszeliście kiedyś dość popularną i bardzo krzywdzącą tezę, że tanie wina z Francji nie mogą być dobre? Domaine de Miselle skutecznie zamyka usta frankofobom. Zrobili świetne wina, choć trzeba przyznać, że nie poszli na łatwiznę. Wina mają niski, niekomercyjny poziom alkoholu. Zrobiono je ze szczepów nie dość rozpowszechnionych w świadomości; białe z Colombard i Gros Masneng ( niewykluczone, że piłem po raz pierwszy ), czerwone to mieszanka Merlota z Tannatem.  Region, w którym powstały - Gaskonia - zamiast z winami kojarzy się z armaniakiem i d'Artagnanem. Tymczasem białe zaskoczyło fajnym ciałkiem, przyjemną krągłością, aromatami grejpfruta, cytryny, bardzo, ale to bardzo pijalne. Mieszanka Merlota z Tannatem nieco słabiej do mnie przemówiła, ale nie sposób odmówić jej luźnego owocowego charakteru z tanicznym pazurkiem. Im cieplej na dworze, im chudziej w porfelu, tym chętniej po nie sięgnę. Relacja cena/jakość obłędna!

3 komentarze:

kontretykieta pisze...

Miselle - tego Tannata z Merlotem - nabyłem kiedyś drogą kupna, ale się butelka okazała strzelona, wyskoczyła w nosie hardkorowa podwórkowa gnojówka i nic się nie dawała odwirować, więc sobie odpuściłem - kwestia przechowywania zapewne... A szkoda, bo opinię słyszałem dobre.

Pozdrawiam
Kuba Janicki

Białe nad czerwonym pisze...

Spróbuj zwłaszcza tego białasa. Za taką kaskę naprawdę warto.

Anonimowy pisze...

Gros Manseng to jedne z moich ulubionych białych. Szkoda, że w Polsce nie można dostać nigdzie Tarique :-(