środa, 8 lipca 2009

Terra Vecchia 2005

SMACZNE+, 33 PLN
Właściwie tytuł równie dobrze mógłby brzmieć Wino w Bieszczadach. Tam bawiłem przez ostatni tydzień, co usprawiedliwia moje blogowe lenistwo.
Wiadomą jest rzeczą, że najlepszym winem w górach zimą jest wino grzane, zaś latem najlepszym winem jest piwo. Wychodząc z tego założenia cieszyłem brzuch napojem z chmielu, ale ile można? Trafiło się, że podczas deszczu musieliśmy schronić się w knajpie Łemkowyna w Cisnej. Zobaczyłem reklamę "Białe, półsłodkie węgierskie". Było to chyba jedyne wino w lokalu więc poprosiłem. Nie będę ukrywał, że i cena była więcej niż kusząca, na tablicze stało jak byk "0,5 litra - 5 PLN". Sympatyczna pani barmanka nalała pół litra do szklanki od piwa, bo to była jej najlepsza miarka, a potem rozlała w dwa kieliszki. Wino było gorzej niż obrzydliwe. Smakowało jabłkowym Redds'em i nic więcej. Ponadto producent wymyślił nowy chyba sposób na pozostawienie cukru w winie. Nie, nie była to zatrzymana fermentacja, po prostu dodano... słodzik. Na aspartam jestem wyczulony i rozpoznam go wszędzie, tu niestety był. Ale uczciwie przyznać trzeba, że lokal Łemkowyna kuchnię i wystrój ma naprawdę świetne, piwo równiez:-)
To tak tyle tytułem zdecydowanie przydługiego wstępu.
W Wetlinie ( to też nie metropolia - raptem 70 domostw ) spodobał nam się szyld zachwalający setki win oferowanych. Po początkowym strachu, że po prostu oferuje się tam wina w kieliszkach o pojemności 100 ml jednak zdecydowaliśmy się zaryzykować i wejść do karczmy Stare Sioło. Wystrój klasycznie jak na stuletnie zabudowania był sielsko-anielski. Karta dań mniej więcej standardowa. Wiem, że zwykle w takich miejscach nie ma co kombinować i najlepiej zamówić to co szef kuchni poleca. Polecał kaczkę faszerowaną i wiedział co robi - paluszki lizać. Okazało się, że wybór jedzonka to małe miki w porównaniu z wyborem wina. Nie wiem ile ich było, ale ze dwie setki z pewnością. Na dodatek naprawdę świetna selekcja, widać było brak przypadkowości. O cenach to aż boję się pisać, były tylko trochę wyższe od sklepowych. Wszyscy, którym zdarza się zamawiać wino w restauracji i muszą płacić 2 i pół raza więcej niż w detalu z pewnością by to docenili.
W końcu zdecydowałem się na korsykańskie Terra Vecchia i to był niezły wybór. Za stosunkowo nieduże pieniądze otrzymaliśmy wino z ciekawymi nutami owoców kandyzowanych, pestkowej wiśni i fajną goryczką i korzennością. Nie wiem jak smakowałoby samo, ale z kaczką było bomba.

I jeszcze tak zupełnie poza konkursem. Na deser poprosiłem espresso. Po powrocie z Italii trafiłem zaledwie dwa razy na dobrze zrobione espresso, w Bieszczadach, na końcu cywilizacji był raz trzeci. Rewelacja!

P.S. Podałem cenę powszechniejszą, bo sklepową. W Starym Siole wino kosztowało niewiele więcej, bo 48 PLN.

2 komentarze:

Amarone pisze...

... bo Bieszczady to najbardziej niedoceniany region Polski. Nie mówię tu o Solinie i tandetnych smażalniach i grillach, ale o właśnie takich miejscach jak opisywane przez Ciebie. Oczywiście lata świetlne dzielą Bieszczady od odpowiedniej oprawy gastronomicznej (podobnie zresztą jak całą Polskę), warto jednak zadać sobie trochę trudu, żeby wyłowić taką perełkę. Jeśli idzie o restaurację, wina i Bieszczady, to w drodze powrotnej do domu, polecam jeszcze wstęp do Szklarni w Sanoku (szklana restauracja przy wylocie na Rzeszów). Całkiem dobra karta win, po której dobrego wrażenie nie psuje nawet bardzo średnia obsługa.

Kuba Janicki pisze...

Terra Vecchia maerlot-nieluluccio - fajna sprawa, miałem przyjemność pić kolejny rocznik (do dostania w Winarium) i to rzeczywiście baaaardzo przyjemne zaskoczenie :)

Pozdrawiam,
Kuba Janicki