czwartek, 10 września 2009

Vin Santo del Chianti Renzo Masi 2003

WYŚMIENITE, 69 PLN

Jak Sauternes z foie gras, jak Szampan z trukawkami, tak nierozerwalny jest związek Vin Santo z cantucci. Każdy kto jadł słynne toskańskie twarde ciasteczka migdałowe wie jakiemu testowi poddają one nasze uzębienie. Powiedzieć o nich, że są twarde to zdecydowanie za mało. Można ryzykować wizytę u dentysty, a można też kupić vin santo. Tradycyjnie ciasteczka cantucci namacza się właśnie w tym cudnym słodkim winie. Więc wyjątkowo lepiej zapomnieć o kieliszku, takim jak ten na zdjęciu, i pić wino z małych szklaneczek.
Samo vin santo wywodzi się aż ze Średniowiecza, a swoją nazwę zawdzięcza nie świetości lecz pewnej pomyłce. Przebywający w XV w. w Italii biskup grecki po spróbowaniu wina miał krzyknąć, że jest to wino Xantos ( słodkie wino z Santorini ), osoby mu towarzyszące przesłyszały się i w efekcie dziś nazywamy je właśnie vin santo. Metoda produkcji również nie kojarzy nam się z nowoczesnością. Grona są suszone pod dachem, aby całkowicie wyschły. Dopiero wtedy rozpoczyna się tłoczenie soku. I jak zwykle, w takich przypadkach, po fermentacji pozostaje jeszcze bardzo duzo cukru resztkowego. Tak przygotowane wino dojrzewa 3-10 lat w pomieszczeniach narażonych na wahania temperatury. Przegrzane pomieszczenie wywołuje ponowną fermentację. W zależności od tego jak długo trwa proces uzyskuje się różne stężenie cukru, co ciekawe sporządza się również wytrawne vin santo.
Pite przeze mnie było zdecydowanie słodkie, acz orzeźwiające. Pierwsze skojarzenia to podobieństwo do miodu jabłkowego od Macieja Jarosa. Aromatom miodowo-orzechowym bardzo ładnie towarzyszyły nuty kwiatowe, zwłaszcza frezji i lipy. Oproćz tego przyjemne akcenty skórki pomarańczowej. Do tego dodajmy kolor moich ulubionych kamieni czyli ciemnego bursztynu i mamy słodkie wino ocierające się o mistrzostwo.

1 komentarz:

Pikusław pisze...

O! Warto z Włoch przywieźć dobre Vin Santo. Tańsze raczej odpadają bo z tych wszystkich jakie piłem 'pięcioeurowe' były najkoszmarniesze (często spirytusowe w smaku). Szkoda że u nas wciąż trudno ten napitek zdobyć.