wtorek, 10 lipca 2012

Antonówka

W takie upały jak teraz koszula dosłownie staje się bliższa ciału. Naprawdę lubię to. Kłopot w tym, że nie za bardzo wiadomo co pić. Nawet butelka Vinho Verde wydaje się za ciężka. Wodę mogą pić zwierzęta, a Coca Colę 5-latki chcące pozbyć się mleczaków. Dla mnie na te kilka dni prawdziwego lata idealnym, choć tylko przejściowym, odpoczynkiem od wina mógłby być kilkuprocentowy cydr. No właśnie mógłby być gdyby był. Z cydrem w Ojczyźnie jest dramat. Koniecznie wysłuchajcie audycji Tomasza Prange-Barczyńskiego w PIN-ie ( nie umiem wstawić tu podcastów, ale wystarczy kliknąć na dole tej strony ). Pod tekstem podpisuję się wszystkimi kończynami.
Pan Tomasz boleje nad tym, że polscy producenci nie są skorzy do wytwarzania cydru. Przepisy zresztą też nie są skore by im to ułatwić lub chociaż nie utrudniać. Dla mnie prawdziwym dramatem jest fakt, że łatwiej w polskich sklepach znaleźć Chablis Grand Cru niż zwykły jabłecznik. To nienormalne, że trzeba biegać po specjalistycznych sklepach winiarskich by spróbować soku ze sfermentowanych jabłek. W dużych sklepach owszem da się kupić jakieś małe puszki lub większe butelki paskudnie podszywające się pod cydr. Większość z nich to jednak jakiś sok z jabłek wzmacniany spirytusem i aromatami zbliżonymi do naturalnych. Niech się Bracia Bałtowie nie gniewają, ale jak na razie wszelkie estońskie czy łotewskie nibycydry obecne w PL tylko mogły zniechęcać do tego pysznego napoju.

Przyznam, że do bardzo niedawna, cydr był dla mnie smaczny albo nie. Ewentualnie wytrawny lub słodki, mętny lub klarowny. To normalne jeśli pije się cydr ( lub cokolwiek innego ) od wielkiego dzwonu. Ostatnich kilka prób nieco zdjęło bielmo z moich oczu. Spróbowałem paru pychotek, na czele z tytułową  Antonówką.  Dziś miałem wspaniałą okazję skosztować dziesięciu cydrów obok siebie. Głównie z Normandii choć kilka z Sabaudii również się trafiło. Nie będę wpierał, że zniuansowanie między cydrami jest porównywalne z subtelnymi różnicami między winami. Faktem jednak jest, że każdy z cydrów był odmienny. Różnice między gatunkami jabłek ( oraz jednej gruszki ) bez kłopotu widoczne. Mi najbardziej zasmakowała Antonówka z Normandii - pachniała i smakowała jak zostawiona na dwa dni na oknie Antonówka, normalnie pychota. Nie ma co wchodzić w głębokie analizy. Upraszam tylko sprzedawców, żeby poszli po rozum do głowy i wstawili do lodówek z napojami chłodzącymi kilka butelek cydru. Jeśli się nie sprzedadzą proszę pisać do mnie, póki jest ciepło wypiję wszystko.


2 komentarze:

Mateusz Papiernik pisze...

Bo widzisz... cydry trzeba importować z kraju pochodzenia. Ostatnio ściągnęliśmy sobie prawie 150l trunku na prywatny użytek - trochę szwedzkiego, trochę szkockiego. Warto było. :)

Białe nad czerwonym pisze...

150 litrów? Macie zdrowie Panowie:)