niedziela, 8 marca 2009

Miody Jarosa

WYBITNE, 29-45 PLN

Już raz się rozpisywałem o cudownościach z pasieki Macieja Jarosa. Są to napoje niebywałe z fantastyczną naturalnością. Niemniej trzeba przyznać, że próbować ich w hurcie to lekka pomyłka, nie duża, ale lekka. Wszystkie nieco się zbijają w jedno, zwłaszcza jeśli degustacja jest zbyt szybka. Ponadto piliśmy je z kubków kamionkowych efektownie podgrzewanych, co przy jednych miodach pomagało, przy innych niekoniecznie. Na przykład mój najukochańszy Dwójniak Koronny był zdecydowanie ciekawszy w temperaturze pokojowej. Zadziwiająco dobry był najtańszy Trójniak Trybunalski, ma rację Maciej Jaros ceniąc właśnie swoje trójniaki najbardziej. Tak czy inaczej w tych wspaniałych trunkach nie da się znaleźć słabej pozycji. Trójniak Trybunalski to lekkość, świeżość, Dwójniak Jabłkowy to piękne aromaty dojrzałych jabłek, lepszy byłby jednak z kostką lodu, zresztą gdy kiedyś go piłem zapamiętałem większą wytrawność, a w rzeczywistości było bardziej niż słodko. Dwójniak AM, to klasyka, nie wiem czy był dodawany, ale wyczuwało się miód gryczany. Maliniak - klasycznie owocowy miód, mocny jak diabli, szybko idzie do głowy, to chyba ostatni moment by go pić, w ciepłe dni może przesadnie rozgrzewać. I oczywiście Koronny - król i tyle. Wątpię, żeby mnie czytał, ale sugerowałbym Pasiece Jarosa spróbowanie sił przy pionierskim dziele wytwarzania polskiego wina. Jeśli by to robili z taką pasją jak miody, to bylibyśmy w czołówce światowej. I może udałoby się to połączyć w niespotykane wina wzmacniane miodem? Ech, pomarzyć ludzka rzecz.

4 komentarze:

Blaha pisze...

Z ciekawostek można dodać, że pasieka p. Jarosa jest szeroko znana poza granicami Polski, natknąłem się na nią przeglądając najrozmaitsze "miodne" i winne serwisy na całym świecie.
Teraz jestem w trakcie produkcji maliniaka kurpiowskiego- pewnie nie wyjdzie tak profesjonalny jak miody od Jarosa, ale zawsze coś innego jak wino :)

Białe nad czerwonym pisze...

No tak, bo skoro uważa się Macieja Jarosa za najlepszego miodosytnika w Polsce, a Polskę za najbardziej miodowy kraj, to wnioski narzucają się same. Co do własnej produkcji to Cię zaskoczę Michale, ale to napiszę jutro na prywatnego maila. Pzdr

Anonimowy pisze...

Witam,
Może późno ale mówią że lepiej późno niż wcale. Przeczytałem i urosłem. Dla mnie jako producenta sam miód na serce. I widzę sens dalszych działań. Co do win polskich lub takich słodzonych miodem to przyznam się że nie myślałem. Myślałem natomiast na temat win miodowych. Niestety w Polsce nie ma prawa które normalizowało by taką produkcję. A jak nie ma prawa to nie wolno tego robić. Nie zanosi się też aby się coś zmienił gdyż nie ma "woli politycznej". Pozdrawiam - Marcin Jaros

Janusz pisze...

urodziłem się w Kluczborku, czyli miejscu obok którego znajduje się Maciejów, rodzinna wieś ks. Jana Dzierżona, chyba najbardziej znanej postaci- w polskim i nie tylko -pszczelarskim świecie.
Miody pitne pamiętam od zawsze. Na wernisażach w tutejszym muzeum podaje się grzane miody...
Muszę powiedzieć, że wszędzie gdzie zabierałem miody pitne jako prezent (Niemcy, Anglia, Francja, Portugalia), spotykały się one z bardzo gorącym przyjęciem.
Cieszy to tym bardziej, iż mówimy o krajach z dużymi tradycjami winiarskimi...

Myślę jednak, że wciąż jeszcze wielu ludzi w Polsce nie wie o tym fantastycznym trunku...

http://janusz-st-andrasz.blogspot.com