piątek, 27 marca 2009

Chocalan Rose Syrah/Petit Verdot 2008

SMACZNE+, 45 PLN

Przy okazji takich win możemy się zastanawiać czego do środka dolano. Aromaty malin i truskawek są tak silne, że aż niemal nienaturalne. Gdyby dojrzewało w dębie producent mógłby śmiało pisać, że beczka była po babcinym soku malinowym:-) . Ale po pierwszym silnie owocowym szoku przychodzi czas na docenienie fantastycznej koncentracji wina. Zresztą już kolor wskazuje, że nie mamy do czynienia z sikaczem. Jest tak ciemne, że niejedno czerwone zbladłoby ze wstydu. Wino chyba jeszcze troszkę pracuje, bo dało się odczuć leciuteńkie szczypanie w język, ale absolutnie to nie przeszkadzało. Ciężkie i mocne 14%, nie wiem czy sprawdzi się jako orzeźwiające latem, ale przy śniegu za oknem było naprawdę zgrabne.

sobota, 21 marca 2009

Domaine Grand, Chateau Chalon 2000


WYBITNE, 249 PLN
Zacznijmy od rozwiązania zagadki z poprzedniego posta. Oczywiście rację ma Alu - gratulacje! Napiszę o winie żółtym z Jury. Po wyjaśnieniu naprowadzenia wydają się czytelne aż nadto.
A teraz do rzeczy. Wina z Jury należały dla mnie do kategorii " gdzieś za siedmioma górami...". Może słabo ich szukałem, ale prawda jest taka, że przy byle pochodzie po sklepach specjalistycznych możemy się wręcz potykać o Petrusy ( stawiane chyba raczej dla prestiżu ) zaś win jurajskich się nie uraczy. Wiadomo, trochę o nich czytałem i tylko ślinka bardziej leciała więc i obawa przed rozczarowaniem była większa. A czy się zawiodłem? Po kolei.
Zacznijmy od tego, że w Jurze robi się też "normalne" wina zarówno białe jak i czerwone ( choć specjaliści mówią, że normalne to nie znaczy jeszcze, że pospolite ). Niemniej region słynie najbardziej z win słomianych - vin de paile oraz win żółtych - vin jaune. Mówi sie, że to nie od win żółtych powinno się rozpoczynać przygodę z winem, że bywają trudne, wymagające przygotowania. Mój dobry kolega podobnie mawia o sherry - do nich trzeba dorosnąć. Trudności w odbiorze wina kreują winiarze, nauczyli się w średniowieczu robić wina i od tego czasu niemal nic nie zmieniają. Wina powstają z niezbyt szeroko znanej odmiany Savagnin, która jest kuzynem Gewurztraminera. Owoce zbiera się późno gdyż na przełomie października i listopada. Te najsłynniejsze z win żółtych pochodzą z apelacji Chateau Chalon. Tu mamy pierwszą zmyłkę, z reguły Chateau... kojarzy nam się z nazwą konkretnej posiadłości, a nie apelacji. Po fermentacji wina wlewa się do barriques. Nie wlewa się jednak wina do końca, jak to zazwyczaj bywa, ale zostawia się przestrzeń dla powietrza. Normalnie taki sposób potraktowania wina powinien je zwyczajnie utlenić i popsuć. Tymczasem w tym przypadku jest nieco inaczej. Za sprawą dość wysokiej temperatury w piwnicy 17-18 stopni oraz specyfiki szczepu na powierzchni wina wytwarza się charakterystyczny kożuch zwany voile, co musi nam przypominać flor od sherry. Wina są starzone prze 6 lat i 3 miesiące ( niektórzy winiarze idą na rekord i wydłużają proces nawet do 15 lat ). Po starzeniu wina wlewa się do bardzo poręcznych pękatych butelek clavelin o dziwacznej pojemności 0,62l. Skąd wzięli taką miarę? Uważają, że po rzeczonych 6 latach i 3 miesiącach dorzewania z jednego litra wina zostaje właśnie 620 ml. Co potem zrobić z taką butelką? Mozna rzecz jasna wypić, a można też uzbroić się w cierpliwość. Wina żółte należą do najlepiej starzejących się win białych wytrawnych. Bez problemu poradzą sobie ze 100-letnim dojrzewaniem, a ci którzy pili wina z XVIII wieku są nimi zauroczeni.
Może nieco przydługi wstęp, ale już z radością przechodzę do tego konkretnego, mojego wina. Zgodnie z zaleceniami poczekałem kilka godzin po otworzeniu aż się natleni. Co nie znaczy, że nie sprobowałem kapki zaraz po odkorkowaniu. Na początek mała reklamacja, wino nie jest tak żółtego koloru jak sobie wyobrazałem. Jest rzeczywiście dośc ciemne, ale bez przesady, nie jest to kolor etykiety Veuve Clicquot. Za to aromaty.... bajka. Tak jak sugeruje fotka wszystko jest przyćmione przez orzechy, do tego mamy miód gryczany, rukolę, klej do sklejania modeli samolotów. Ukochanej pachnie tez świeżym, ciepłym Murzynkiem ( ciastem znaczy ). Zaś na początku dawało złudzenie aromatów bimbrowych, znów spostrzeżenie Ukochanej, że wino pachnie prawie jak grappa. Fakt, aromaty silne i niełatwe, ale genialne. Poza tym niezwykle wręcz skoncentrowane, winem pachnie naprawdę w całym pokoju. W ustach wspaniała delikatnośc, alkohol na poziomie 14,5% praktycznie niewyczuwalny. Przy tym pełność, naprawdę ciężko jest wypić więcej niz dwa kieliszki na wieczór.
Wino teoretycznie powinno podawać się do dań kuchni jurajskiej ( juryjskiej?), ale z Gorgonzolą poradziło sobie fenomenalnie. Niemniej sprawia wrażenie zazdrosnego więc lepiej je pić samo.
A cena, no cóż... drogie jak diabli, ale z pewnością warto!
A co do mojej oceny ( maksymalna ) to mogę być nieco nieobiektywny, bo nie umiem porównać tego wina z innymi z regionu. Potraktujmy ocenę jako ukłon dla wszystkich win żółtych.

piątek, 20 marca 2009

Hydrozagadka



Spróbujmy się pobawić dziś w zgadywankę. A pytanie w stylu szkolnym "Co autor miał na myśli?" W naszym przypadku niech będzie "Jakie wino ostatnio wypiłem?". Kilka podpowiedzi, które czasem mogą zaciemniać zamiast rozjaśniać:

- wino ma coś wspólnego z Azją
- ma coś wspólnego z Wisłą Kraków
- ma coś wspólnego z popsutymi winami
- jest to wino rocznikowe
- niestety jest raczej drogie
- ma coś wspólnego z brachiozaurem

Konkurs trwa do czasu mojego kolejnego wpisu czyli pewnie do jutra. Nawet jeśli prawidłowa odpowiedź padnie wcześniej, nie zdradzę, że tak się stało.
A na deser genialna wstawka z Hydrozagadki.


video

środa, 18 marca 2009

Finca Pasion Malbec 2008

SMACZNE, 39 PLN
Zaskakująco przyjemny Malbec. Etykieta z cyklu " kup mnie na Walentynki" wygląda odstraszająco, ale co tam. Wino ewidentnie lubi sobie odetchnąć. Początek był ten, tego, ten, ale potem było już więcej niż porządnie. Obserwacja zmian w trakcie natleniania wina jest aż fascynująca, myślę, że aby uczynić ją jeszcze bardziej wciągającą możnaby podawać je w większych gąsiorkach :-) Klasyka Malbeca, ładna owocowość - jeżyna z maliną, może nieco morwy. Taniny nieagresywne, sprawdzi się nie tylko z wołowiną argentyńską, ale też jako ot, randkowe wino.






Łańcuszek się rozwija. Bez żadnej zasługi dostałem nagrodę tym razem od Sapori di Vini ( Sabrina i Luca ), których tu kiedyś wymieniłem. To jak na razie, tylko internetowi, moi włoscy znajomi - pasjonaci kuchni i wina.




Zgodnie z zasadą "darmo dostałeś - darmo daj" przekazuję sympatyczny znaczek dalej. Przyjemność sprawia mi blog Toskania z powodów oczywistych, blog Wędrowanie, bo Kraków brzydszy od Florencji nie jest, a także fotoblog z mojej małej Ojczyzny.

wtorek, 17 marca 2009

Simonsig Gewurztraminer 2008

WYŚMIENITE, 55 PLN
Simonsig to jeden z lepiej rozpoznawalnych południowoafrykańskich producentów, znany również u nas. Miałem dziś okazję spróbować kilku ich win i największe wrażenie pozostawił po sobie Gewurztraminer. Simonsig szczyci się tym, że są pierwszą firmą, która zaczęła uprawiać Gewurza w Afryce, już w 1973 roku. I widać, że sporo się przez ten czas nauczyli. Jeśli można gdziekolwiek udanie podrobić poza Europą ten szczep, to im się właśnie udało. Kiedyś pisałem o chilijskim Gewurztraminerze od Conosura, wino choć poprawne to jednak bardzo jednotorowe. Tymczasem to z RPA było tak zniuansowane jak więcej niż dobra Alzacja. Oczywiście dominowały płatki róży i owoce liczi, ale znalazły się jeszcze eleganckie nutki miodowe, a nawet cytrynowe. Wino pochodzi z późnego zbioru więc i słodyczy jest w nim sporo. Niemniej przyjemna kwasowość wszystko równoważy czyniąc je idealnym winem na śniadanie.

niedziela, 15 marca 2009

L’Excellence de Bonassia 2006

SMACZNE+, 39 PLN
Podchodziłem do wina z Maroko jak pies do jeża. Wiadomo, zwykle smakują wyłącznie na wakacjach. Choć powinienem mieć do nich sentyment choćby przez film Casablanca. Grający tam życiową rolę Humphrey Bogart jest autorem mojego życiowego motto " świat jest o dwa drinki do tyłu". Niemniej wina z Maroko są mi zupełnie nieznane. Nadszedł czas to nadrobić.
Bonassia jest winem oszałamiającym. Odurza najpierw zapachem: czerwone owoce, karmel, wanilia, owoce kandyzowane. Potem w ustach wcale nie jest delikatniej. Uderza słodycz, tak charakterystyczna dla kuchni Magrebu. To znaczy to jest jak najbardziej wytrawne wino, słodkości są w tle, ale to silna rola drugoplanowa. Żywa kwasowość wina trzyma w ryzach harmonię. Barwa dość jasna, niepodkręcana. Nieco zdziwił powstający już osad. Nie mam wątpliwości, że na powietrzu, przy grillu będzie jeszcze lepsze. Ponadto jest zadziwiająco pełne, bogate, dwa kieliszki dają złudzenie wypicia całej butelki, czyli jest też ekonomicznie :-)
Powstało z Cabernet z Merlotem i dojrzewało pół roku w dębie, stara, dobra bordoska szkoła. Trzeba wina stamtąd co najmniej obserwować.

Dziwnie się porobiło. Nowozelandczyków uważamy za ludzi bliskich nam kulturowo, a sąsiadów z drugiej strony Morza Śródziemnego już nie...
A tak przy okazji spróbujmy obalić pewien mit. Mam przyjemność znać dwóch Marokańczyków i gdyby na tle tej zdecydowanie niereprezentatywnej grupy robić badania, to okazołoby się, że połowa nie przestrzega abstynencji. Poza tym mówi się o nich, ze są agresywni po alkoholu. Wytłumaczenie jest dość proste moim zdaniem. Przez wiele dziesiątek ( setek?) lat nie trenowali więc do osiągnięcia upojenia wystarczają im relatywnie niewiekie dawki.

KREATIV BLOGGER AWARD

Zostałem właśnie super miło zaskoczony.
Dobrawka, autorka bloga France mon amour , w którym możemy wspólnie z Nią lepiej poznawać Francję ( w tym i winiarską jej część oczywiście ) przyznała mi nominację
Jej zasady to :
1. Po otrzymaniu nagrody umieszczamy na swoim blogu logo Kreativ Blogger oraz informujemy, kto przyznał nam wyróżnienie
2. Nominujemy 7 lub więcej blogów i podajemy link do każdego z nich
3. Informujemy wyróżnionego o nominacji w komentarzu na jego blogu


Zgodnie z zasadami z przyjemnością i ja nagrodzę następujące blogi zachęcając serdecznie do ich odwiedzenia:
Wine notes - rzeczowy i bardzo często aktualizowany blog winiarski
Winotopia - jak wyżej, a na dodatek prowadzony przez Przyjaciela
Blaha - różności z ciekawymi elementami własnej produkcji alkoholi
Czechy i Słowacja - kompetentnie i ciekawie o naszych południowych sąsiadach
Sapori di Vini - kulinarno-winny blog włoski z fantastycznymi zdjęciami
Fotoblog Warszawa i wszystko jasne - świetne zdjęcia Stolicy z jeszcze lepszymi komentarzami
Verona Daily Photo - zdjęcia najpiękniejszego miasta świata wywołujące we mnie tęsknotę
Trieste Daily Photo - chyba najlepszy fotoblog jaki znam
Millagreg W drodze - ostatnio wyróżniona Blogiem Roku opowieść sympatycznej pary o ich podróży dookoła świata; ciekawie, zabawnie, czasem poważnie, zawsze z genialnymi zdjęciami

Jeszcze raz dziękuję Dobrawce i wszystkim pozostałym Czytelnikom. W szkole zawsze motywowały mnie bardziej oceny dobre niż te słabe więc postaram się przyłożyć teraz jeszcze bardziej.

sobota, 14 marca 2009

Arte Noble Pinot Noir 2008

MIERNE, 39 PLN
Rozumiem, że czas wegetacji w Chile jest przesunięty o pół roku, ale to jednak dziwne uczucie brać butelkę czerwonego z 2008 roku. Nawiasem mówiąc butelka wyglądała więcej niż przyzwoicie, jak solidny Burgund, etykieta też zgrabna. Wszystko to umiejętnie skryło żenującą zawartość. Dobrze, że było napisane, że jest to Pinot Noir, bo bym się nie domyślił. Równie dobrze w środku mógł być Merlot czy cokolwiek innego. Jeśli w winie były aromaty Pinota to zostały skutecznie zagłuszone wiórami dębowymi. Wyczuwało się tylko wanilię i jaśmin. Z drugiej strony nie da się wykluczyć, że będzie to ukochane wino osób pijących od święta. Jest niezwykle delikatne (półwytrawne?), łatwo układa się na języku, aromaty, jak napisałem, wyczuwalne bez problemu. Dla mnie jednak było po prostu nudne. Na dodatek niefartowne - wylało się na laptopa:-)


piątek, 13 marca 2009

Amarone Monte del Fra 2004


WYŚMIENITE+, 139 PLN
Moje gusty robią się ostatnio zbyt przewidywalne. Przyznam się, że tego wina próbowałem już kilka razy, ale zawsze w niewielkich porcjach degustacyjnych. Pijąc takie odrobinki można się dać nabrać. Oczekujemy bomby aromatów, a tu ledwie wyczuwalna bombka. Z czasem wino doceniłem i teraz stało się jednym z moich ulubionych Amarone. Powstało oczywiście z Corviny w 80 % ze sporym, bo 20 % dodatkiem Rondinelli. Wyczujemy całą harmonię aromatów: dojrzałą śliwkę i likier wiśniowy, aromaty skóry. W ustach krągłe, pełne. Mocne, ale niezwykle eleganckie. Powolutku się otwiera, co rekompensuje niezwykle długim finiszem podczas próbowania go. Da się w nim wyczuć subtelne nutki słodyczy. Wino ewidentnie do kontemplacji na cały wieczór. Pomimo wszystko cena nieakceptowalna, Ripasso tego samego producenta kosztuje 59 PLN, a z pewnością nie jest dwa i pół raza słabsze.

środa, 11 marca 2009

Grappa Optima Nonino

WYŚMIENITA, 9,90 Euro
Strzeliłem fotkę, jak widać, w ostatniej chwili. Trochę szkoda mi takiej pysznej grappy do kawy, ale to nie znaczy, że jej tak nie używam. Jak pisze producent przez pół roku "odpoczywała" w beczce dębowej. Według Ukochanej śmierdzi nieco mniej niz zwykłe :-) A dla mnie oczywiście bajka z wyraźną wanilią i zapchem ciepłego ciasta. W ustach niezwykle delikatna , wcale nie czuć tych 41%, chyba że ja już się uodporniłem...

poniedziałek, 9 marca 2009

Limoncello

WYŚMIENITE

Limoncello to fantastyczny likier z włoskim rodowodem. Jak na likier raczej mocny, zwykle ma około 30 %. Choć słodki, to jednak orzeźwiający. Pijemy go raczej po obiedzie, ale niekoniecznie do ciasta. W ciepłym klimacie niezastąpiony, w chłodniejszym przypomina piękniejsze chwile. Podajemy oczywiście na zimno, ale bez lodu.
Żeby napić się pysznego limoncello można :

a) kupić je w polskim sklepie i zapłacić całą harmonię pieniędzy
b) wyjechać do Włoch i kupić za grosze, ale zapłacić za wyjazd dwie harmonie pieniędzy
c) zrobić samemu.

Oczywiście polecam trzeci sposób, zresztą Italiańcy też go stosują. Do zrobienia dobrego likieru potrzebujemy :
- pół litra spirytusu
- 6 sporych cytryn
- 300 gram cukru
- pół litra wody

Obieramy cytryny bardzo delikatnie ( jest z tym trochę zabawy ) tak żeby obrać bez tego białego pod skórką. Następnie obierki kroimy w cienkie paski i zalewamy spirytusem. Potem zostawiamy na około dwa dni w ciemnym miejscu, można czasem mieszać, ale niekoniecznie. Następnie przygotowujemy syrop rozpuszczając w podgrzanej wodzie cukier. Poźniej odsączamy spirytus od skórek cytryn i łączymy z syropem. Można jeszcze zostawić wszystko na dzień żeby się "przegryzło". Takie proporcje mogą jednak sprawić, że likier będzie zbyt ostry więc śmiało można grać nieco proporcjami.
Butelka po prawej to limoncello kupne, zaś po lewej moja ręczna robota. Jak widać nie potrzeba substancji koloryzujących żeby otrzymać piękną barwę.

niedziela, 8 marca 2009

Miody Jarosa

WYBITNE, 29-45 PLN

Już raz się rozpisywałem o cudownościach z pasieki Macieja Jarosa. Są to napoje niebywałe z fantastyczną naturalnością. Niemniej trzeba przyznać, że próbować ich w hurcie to lekka pomyłka, nie duża, ale lekka. Wszystkie nieco się zbijają w jedno, zwłaszcza jeśli degustacja jest zbyt szybka. Ponadto piliśmy je z kubków kamionkowych efektownie podgrzewanych, co przy jednych miodach pomagało, przy innych niekoniecznie. Na przykład mój najukochańszy Dwójniak Koronny był zdecydowanie ciekawszy w temperaturze pokojowej. Zadziwiająco dobry był najtańszy Trójniak Trybunalski, ma rację Maciej Jaros ceniąc właśnie swoje trójniaki najbardziej. Tak czy inaczej w tych wspaniałych trunkach nie da się znaleźć słabej pozycji. Trójniak Trybunalski to lekkość, świeżość, Dwójniak Jabłkowy to piękne aromaty dojrzałych jabłek, lepszy byłby jednak z kostką lodu, zresztą gdy kiedyś go piłem zapamiętałem większą wytrawność, a w rzeczywistości było bardziej niż słodko. Dwójniak AM, to klasyka, nie wiem czy był dodawany, ale wyczuwało się miód gryczany. Maliniak - klasycznie owocowy miód, mocny jak diabli, szybko idzie do głowy, to chyba ostatni moment by go pić, w ciepłe dni może przesadnie rozgrzewać. I oczywiście Koronny - król i tyle. Wątpię, żeby mnie czytał, ale sugerowałbym Pasiece Jarosa spróbowanie sił przy pionierskim dziele wytwarzania polskiego wina. Jeśli by to robili z taką pasją jak miody, to bylibyśmy w czołówce światowej. I może udałoby się to połączyć w niespotykane wina wzmacniane miodem? Ech, pomarzyć ludzka rzecz.

piątek, 6 marca 2009

Grecale Moscato Sicilia

WYŚMIENITE, 6 Euro lub 55,95 PLN
Dziś nie będzie o winie z Gabonu, ale dla odmiany o włoskim. Wino niemal idealne. Szczep Moscato budzi pozytywne skojarzenia, kolor starego złota, procent godny i ten smak... Fantastyczne zarówno dla osób pijących na codzień jak i dla tych bardziej sezonowych. Słowem mieliśmy z niego radość i z Ukochaną i z Mamą i z Ciocią. Przy okazji piękne słowa od Cioci usłyszałem " Jak to możliwe, że ja przez całe życie szczyciłam się, że nawet nie znam smaku tylu alkoholi... , ileż ja w życiu straciłam". Ciocia ma pod 70-tkę i jestem dumny, że już całkiem sporo dzięki mnie poznała :-)
Jeszcze pół słowa o Moscato. Najpierw pomyślałem, że pachnie ukwieconą łąką, ale przecież takich łąk już nie ma. Ponadto rzadko rosną na nich frezje. Przyjmijmy więc, że pachniało kwiaciarnią. Do tego jeszcze odrobina miodu i rodzynek. Świetnie zrównoważona kwasowość, nie miało częstej u słodkich tępości. Myślałem, że jego jedyną wadą jest niedostępność w Polsce. Na wszelki wypadek zaguglowałem i można je kupić w sklepie zajmującym się m. inn. sprzedażą szat liturgicznych , ale dosyć drogo, co widać w podanej na górze wpisu cenie.

środa, 4 marca 2009

Nibbio Cabernet Sauvignon

SMACZNE, OK. 30 PLN

I jeszcze raz Emiglia Romagna z Blue City. Przykład na omylność sądów podczas degustacji. Pierwszy i drugi łyk wina to rewelacja. Ciepluteńkie, południowe, wręcz dobre Nero d'Avola. Dużo wiśni, porzeczki, miód. Potężna koncentracja, również barwa czarna i gęsta. Niestety z upływem czasu przestało zachwycać, a jedynie smakować. Być może dlatego, że piliśmy je normalnie jak wino do obiadu, a nie jak wino do kontemplacji, zaczęło nam się wydawać przyciężkawe, mało żwawe. Ale ogólne wrażenie więcej niz przyzwoite, a relacja cena/jakość fenomenalna.
Oglądałem butelkę z dziesięciu stron i dochodzę do wniosku, że jest to wino bezrocznikowe.

niedziela, 1 marca 2009

Inna degustacja :-)

Degustować, jak się okazuje, można nie tylko wino :-)


video

Vecchio Rovere 2005


WYŚMIENITE, OK. 40PLN
I znów za sprawą targów w Blue City udało się spróbować trochę niszowych propozycji z Emiglia Romagna. Dwa posty temu opisałem masówkę, dziś pora na perełkę. Ponownie mamy do czynienia z Sangiovese w tym przypadku starzonym w beczce przez aż dwa lata. Kolor wpadający w atrament. W nosie wyraźna dojrzała wiśnia, miód i jakby Coca Cola, wszystko pięknie skomponowane i gęste. Niziuteńka kwasowość, będzie smakowało również fanom win półwytrawnych. Miało w sobie tyle słońca, że od razu budziło skojarzenia z winami z południa Włoch. Poza Sangiovese spróbowałem innych pozycji tego producenta - firmy Balducci. Fantastyczne były nawet odstraszające zazwyczaj tanie półsłodkie zarówno białe, czerwone jak i musujące. Po prostu porządnie robią wina.

P.S. Win jeszcze nikt nie importuje, cenę skalkulowałem tak "na oko".